30 września 2016

Krzyż drewniany, krzyż plastikowy

Do moich zajęć miała pierwotnie należeć pomoc biskupowi Sheenowi w przygotowaniach do kolejnych sesji Soboru Watykańskiego II. Jednakże trudne i nieprzewidywalne zadania pojawiające się w Dziele Rozkrzewiania Wiary* nieustannie utrudniały moje wysiłki, by koncentrować się na moim podstawowym zakresie obowiązków.

Pewnego dnia, gdy zdawało się, że okoliczności wreszcie pozwolą mi wrócić do przygotowań do Soboru, Biskup poprosił mnie, abym spotkał się z misjonarzem, księdzem Paulem z Australii, którego Biskup zaprosił do Nowego Jorku.

Zauważyłem, że ks. Paul jest zniechęcony, bardzo zniechęcony. Powiedział mi, że jego praca z Aborygenami jest bezowocna i że nie warto jej kontynuować. Zamierzał prosić Biskupa o to, by pomógł mu znaleźć miejsce w jakimś klasztorze, tak aby mógł przeżyć resztę życia na modlitwie i w samotności.

Mimo iż zdawałem sobie sprawę z tego, jakim wyzwaniom muszą stawić czoła misjonarze, aby szerzyć Słowo Chrystusa, nie miałem pojęcia, jak wyczerpujące jest ich powołanie, dopóki ks. Paul nie zaczął mówić o swym życiu z Aborygenami. Gdyby misjonarze mogli przewidzieć, co ich czeka, nie wiem, czy kiedykolwiek zdecydowaliby się pełnić tak wymagającą posługę. Aby misjonarz mógł dochować wierności swoim zobowiązaniom, aby mógł pokonywać trudności, aby mógł zwyczajnie wytrwać do końca, musi być bardzo świadomy obecności i bliskości Boga w każdej minucie każdego dnia.

Postanowiłem przedstawić ks. Paula innym kapłanom. Być może, jeśli przez rozmowę z kilkoma współbraćmi w kapłaństwie zrzuci z siebie część ciężaru, jego frustracja złagodnieje dzięki naszej pełnej współczucia uwadze i naszemu zrozumieniu jego trudnego położenia. 

Pod koniec dnia ks. Paul był wdzięczny za te spotkania, ale nie wyglądał na pocieszonego. Udałem się z nim na spotkanie z Biskupem Sheenem, który wysłuchał go z uwagą. Ks. Paul ponownie opowiedział o swoich trudach i wyraził swe dogłębne przekonanie o tym, jak wielkim jest nieudacznikiem. To dlatego, jak zakomunikował Biskupowi, postanowił zakończyć swą posługę misyjną.

Biskup Sheen przerwał mu: "Proszę księdza, wiem, że jest ksiądz wyjątkowym kapłanem. Nie mogę sobie wyobrazić, że mógłbym zrobić to, co ksiądz zrobił. Nie mógłby ksiądz dokonać żadnego wspomnianego dobra, gdyby nie był ksiądz oddany tej pracy. Gdyby ksiądz odszedł, aby wstąpić do klasztoru i aby przestać być tym, kim ksiądz jest, sądzę, że byłby to poważny błąd i sądzę, że czułby się ksiądz jeszcze większym nieudacznikiem niż teraz. Odrzuciłby ksiądz ciężar drewnianego krzyża, aby zastąpić go plastikowym krzyżem. Polecam księdzu wrócić do Australii, wziąć swój drewniany krzyż i zacząć dostrzegać owoce swojej pracy. I proszę nie wpadać w rozpacz. Niech ksiądz zauważy, że ksiądz i ja jesteśmy proszeni tylko o to, abyśmy nieśli krzyż - nie jesteśmy do niego przybici. I zapewniam księdza, że pomogę mu we wszystkim, w czym będę mógł pomóc."

Cóż za niesamowite porównanie - idea zamiany drewnianego krzyża na krzyż plastikowy - jakże skłania ona do głębokiej refleksji. Mimo uprzejmych uwag Biskupa, jego wskazówek i słów pocieszenia, gdy ks. Paul żegnał się, wyglądał na nieprzekonanego, choć posłusznego.

Gdy zostaliśmy sami po spotkaniu, Biskup Sheen powiedział do mnie: "Praca misjonarzy jest tak trudna jak praca pierwszych Apostołów. Wiem, że Bóg ich wspiera, lecz są oni ludźmi i potrzebują również ludzkiego wsparcia. Mam nadzieję, że ten ksiądz doznał dziś odrobiny tego wsparcia". I pomodliliśmy się za niego.

Mimo iż owego dnia nie mogliśmy być tego pewni, po upływie roku od powrotu ks. Paula do Australii wysłał on list z podziękowaniami za pomoc w dźwiganiu jego drewnianego krzyża. Donosił nam, że jego ciężar wydaje mu się dużo lżejszy i że ma w sobie siłę i determinację do dalszej pracy.

Źródło: Hilary C. Franco: "Bishop Sheen - Mentor and Friend", 2014, str. 22-24.


* The Society for the Propagation of the Faith - najstarsze z pontyfikalnych dzieł misyjnych Kościoła katolickiego.  Fulton J. Sheen był w latach 1958 - 1966 krajowym dyrektorem tego dzieła w USA. Przyp. tłum.

28 września 2016

Pozwólmy się posłać

W życiu doznajemy wielu rozczarowań, które stają się paliwem do tego, aby porzucić wolę Boga. W dzisiejszym Kościele tracimy poczucie misji. Nie jesteśmy już posłani. Ojciec posłał Syna, Syn posłał apostołów, a apostołowie nas posłali. Nie chcemy być posłani, chcemy wybierać, dokąd pójdziemy. Chcemy mieć możliwość własnego wyboru. W ten sposób nigdy nie będziemy pewni, czy wypełniamy Bożą wolę. Jesteśmy pewni, że wypełniamy własną wolę i - zazwyczaj - gdy dostaniemy to, czego chcieliśmy, przestaje nas to cieszyć. Prośmy Boga, abyśmy jak najszybciej zapytali Go: "Panie, czego ode mnie oczekujesz? Po prostu mi to powiedz."

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 179.

Dwie klasy ludzi

Hans Memling, "Chrystus wyszydzony", National Galleries of Scottland.












Jestem przekonany, że istnieją tylko dwie klasy ludzi na świecie: ci, którzy towarzyszą Chrystusowi na krzyżu i ci, którzy stoją gdzieś poniżej i komentują. Ci, którzy współwiszą na krzyżu, choćby w formie współczucia, na wzór Matki Najświętszej, to ci, którzy cierpią. Weźmy dla przykładu osoby głodne, stanowiące wielki odsetek światowej populacji. One wiszą na krzyżu. Mogą nie zdawać sobie z tego sprawy, ale jest to ich własna droga do zbawienia. Do drugiej klasy należą ci, którzy stoją poniżej i mówią: "zejdź z krzyża, a uwierzymy".

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 154.