wtorek, 20 stycznia 2015

Chrystus nie zgodził się zostać Królem Chlebowym

Zapowiedź Eucharystii wywołała jeden z największych kryzysów w życiu Chrystusa. Obietnica wydania Jego Ciała, Krwi, Duszy i Bóstwa za dusze ludzkie spowodowała, że utracił wiele z tego, co uprzednio zyskał. Do tego momentu popierali Go prawie wszyscy: tłumy, czyli zwykli ludzie, elity, czyli intelektualiści oraz duchowi przywódcy i wreszcie Jego apostołowie. Lecz ta wzniosła nauka duchowa ich przerosła. Zapowiedź Eucharystii dokonała otwartego rozłamu w gronie Jego wyznawców. Nic dziwnego, że istnieje taki podział między różnymi odłamami chrześcijaństwa, skoro każdy człowiek sam decyduje, czy chce przyjąć wycinek prawdy Chrystusowej, czy jej całość. Nasz Pan był osobiście za to odpowiedzialny; poprosił o wiarę, która przerosła większość ludzi. Gdyby tylko był trochę bardziej tolerancyjny, gdyby tylko pozwolił, aby Jego słowa traktowane były jako figury retoryczne, gdyby tylko był mniej kategoryczny, prawdopodobnie cieszyłby się większą popularnością. 

Ale On wstrząsnął wszystkimi swoimi wyznawcami. Kalwaria miała się stać otwartą wojną, którą mu wypowiedziano; to był początek zimnej wojny. Kalwaria miała się stać fizycznym ukrzyżowaniem; to było ukrzyżowanie społeczne.  


Utracił poparcie tłumów;

Wprowadził schizmę wśród swoich uczniów;
Osłabił nawet grupę swoich apostołów.

Utracił poparcie tłumów: tłumy były w zasadzie zainteresowane jedynie cudami i poczuciem bezpieczeństwa. Gdy rozmnożył bochenki chleba i ryby, zachwycił ich oczy. Gdy wypełnił ich żołądki, zaspokoił ich poczucie sprawiedliwości społecznej. Właśnie takiego króla chcieli, Króla Chlebowego. "Cóż jeszcze może zdziałać religia dla człowieka, poza zapewnieniem mu bezpieczeństwa społecznego?" - zdawali się pytać. Tłumy próbowały zmusić go do tego, aby stał się królem. Szatan też tego chciał! Pełne żołądki, kamienie zamienione w chleb i obietnica dobrobytu - tak kończy się żywot większości śmiertelników.


Lecz nasz Zbawiciel nie chciał królestwa opartego na ekonomii mas. Uczynienie Go Królem było zadaniem Jego Ojca, a nie zadaniem tłumów. Jego Królestwo miało być królestwem serc i dusz, a nie królestwem układów pokarmowych. Dlatego Ewangelia mówi nam, że oddalił się samotnie w góry, aby uciec przed ich tombakową koroną i mieczem z cyny.


Jak niewiele dzieliło tłumy od zbawienia! Pragnęły one życia, a On pragnął dać im życie. Różnica tkwiła w interpretacji słowa "życie". Czy sprawą Chrystusa było zyskiwać wyznawców dzięki wyszukanym programom społecznym? Jest to wszak jedna z form życia. Czy celem Chrystusa była chęć utraty wszystkich myślących o swych żołądkach jako cena za zyskanie tych kilku, którzy przyjmą wiarę i którym dane będą Chleb i Wino Życia? Od tamtego dnia Chrystus już nigdy nie porwał tłumów; dwadzieścia miesięcy później miały one krzyczeć "Ukrzyżuj Go", gdy Piłat powiedział "Oto wasz Król". Chrystus nie jest w stanie utrzymać wszystkich przy Sobie; to Jego wina; jest On zbyt Boski, zbyt przejęty duszami, zbyt uduchowiony dla większości ludzi. 


Owego dnia utracił też poparcie drugiej grupy, a mianowicie elit, czyli przywódców intelektualnych i religijnych. Chętnie przyjmowali Go jako łagodnego, delikatnego Reformatora, który nie zagasi knotka o nikłym płomyku; lecz gdy usłyszeli, że miał On oddać swoje własne życie, w sposób bardziej intymny niż ten, w który matka daje życie niemowlęciu przy swej piersi, było to dla nich za dużo. Ewangelia mówi nam zatem:


 A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: "Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?"  (J 6,60)


Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. (J 6,66)


Nasz Zbawiciel z pewnością nigdy nie pozwoliłby im odejść, gdyby nie zrozumieli, co powiedział, a mianowicie, że da nam swoje własne życie i uczyni je naszym życiem. Ponieważ jednak właściwie to zrozumieli, nie byli w stanie tego przełknąć. A On pozwolił im odejść. Gdy odchodzili, powiedział im:


"To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem?" (J 6,61-62)


Oczywiście, że wystawiał ich wiarę na próbę. Czyż ludzie nie mają rozumu? W co według Niego mieli uwierzyć? Że był Bogiem? Że każde słowo, które wypowiedział, było Prawdą absolutną? Że potrafił dać wygłodniałym duszom to samo Boskie życie, które widzieli przed sobą? A może lepiej zapomnieć o Chlebie Życia i nazwać go figurą retoryczną? Zatem nasz Pan patrzał, jak odchodzili i nigdy już nie powrócili. Pewnego dnia mieli zacząć podburzać tłumy przeciw Niemu, gdyż - mimo iż nie wszyscy odeszli z tego samego powodu - wszyscy zgadzali się co do tego, że powinni się Go pozbyć.





Chrystus utracił zarówno plewy, jak i ziarno, gdy mówił o sobie jako o Chlebie Życia. Lecz do tego doszło pęknięcie, które wyrządziło Mu ból największy ze wszystkich - ból tak wielki, że tysiąc lat wcześniej został on wyprorokowany jako coś, co miało się stać torturą Jego duszy - utrata Judasza. Wielu zastanawia się, dlaczego Judasz zerwał z naszym Panem; myślą, że stało się to dopiero pod koniec Jego życia i że winę za to ponosi judaszowa miłość pieniędzy. Faktycznie, powodowała nim chciwość, lecz Ewangelia przekazuje nam zdumiewającą historię o tym, że Judasz zerwał z naszym Panem w dniu, w którym ogłosił On, że odda on Swoje Ciało za życie świata. W środku tej długiej historii o Ciele i Krwi Chrystusa, Ewangelia mówi nam, że nasz Pan wiedział, kto Go zdradzi. Zdradzając Judaszowi, że wie o tym, Chrystus powiedział:


"Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem". (J 6, 70-71)


Usłyszawszy obietnicę o Niebiańskim Chlebie, w Judaszu dokonało się pęknięcie; a gdy Eucharystia została dana w noc Ostatniej Wieczerzy, Judasz otwarcie wyłamał się i zdradził.


Odtąd nasz Pan przemierzał ziemię praktycznie w osamotnieniu. Jedynie 12 osób oczekiwało Jego Ducha w dzień Pięćdziesiątnicy. Utracił wszystkie trzy rodzaje ludzi: widział, jak opuszczają Go tłumy, widział, jak odchodzą elity i jak Judasz szykował się do tego, by Go zdradzić. Dlatego nasz Pan zwrócił się do tego, którego tak ściśle związał ze Sobą, człowieka, którego imię zmienił z Szymona na Piotra lub Skałę, i powiedział do niego:


"Czyż i wy chcecie odejść?" Odpowiedział Mu Szymon Piotr: "Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga". (J 6, 67-69)


Lecz w Sercu Chrystusa był już wyryty Krzyż. Jeden z Jego dwunastki był zdrajcą. Elita, która podzieliła się między sobą, miała się teraz zjednoczyć przeciwko Niemu. A pięć tysięcy, które dotykało Jego dłoni, nie chciało dotknąć Jego Serca. Zbliżała się "Jego godzina", a przeciw Niemu zaczęły zbierać się siły.


Arcybiskup Fulton J. Sheen


Źródło: "The Life of Christ", 1958r., str. 164-167.