28 maja 2014

Refleksje na temat celibatu

Libido lub popęd seksualny jest jednym z najsilniejszych instynktów człowieka. Jednym z największych mitów związanych z niektórymi rodzajami edukacji seksualnej jest założenie, iż jeśli dzieci poznają niektóre ze złych skutków ekscesów seksualnych, będą one unikać lekkomyślnych zachowań w tej dziedzinie. Jest to nieprawda. Żaden śmiertelnik, który widzi drzwi opatrzone napisem gorączka tyfoidalna, nie odczuwa potrzeby wtargnięcia do środka, aby zarazić się chorobą. Lecz gdy na drzwiach widnieje słowo seks, pojawia się potrzeba przełamania barier.

[...]

Uwierzcie mi, że pokusa złamania ślubów czystości jest zjawiskiem częstym i silnym; w samotności łatwo jest wyobraźni szukać schronienia w myśli: Jezabel mnie rozumie. Gdy celibatariusz łamie swoje śluby i bierze sobie Jezabel, często musi praktykować wiele spośród tych samych cnót wyrzeczenia, które winien był zachowywać zanim porzucił kapłaństwo i które, gdyby tylko praktykował je na plebanii, pozwoliłyby mu dochować ślubu czystości i uczyniłyby go człowiekiem szczęśliwym. Gdy erotomania bierze we władanie środki komunikacji i gdy kontakty towarzyskie stają się coraz łatwiejsze, iskry łatwo zamieniają się w płomienie a umiłowanie cnoty łatwo przeradza się w miłość do konkretnej osoby, która ucieleśnia te cnoty. Jeśli ksiądz jest lubiany lub cieszy się popularnością, dochowywanie wierności niewidzialnej miłości Chrystusa stanowi prawdziwą walkę. Każde najdrobniejsze naruszenie obowiązków stanu kapłańskiego wywołuje wewnętrzne cierpienie. Jak twierdzi św. Paweł, może wynikać to z bliskiego związku ciała i duszy. Zdecydowanie mniej żalu wiąże się z grzechem pychy niż z nieczystym pragnieniem. Dlatego Pismo Święte trafnie napomina: Nie zasmucajcie Ducha Świętego.

Kapłan postrzega grzech w jego prawdziwej naturze, nie tylko jako złamanie prawa. Nikt, kto przekroczył limit prędkości, nie pochyla się nad kierownicą po powrocie do garażu, aby odmówić Akt Żalu. Lecz gdy my w jakikolwiek sposób narazimy na szwank miłość Chrystusa w naszej duszy i zbagatelizujemy naszą rolę jako Jego ambasadorów, wiemy, że grzech jest zranieniem kogoś, kogo kochamy. Wyobraź sobie dwóch mężczyzn, którzy poślubili złośnice; jeden z nich był uprzednio żonaty z uroczą, piękną żoną, która umarła. Drugi nigdy przedtem nie był żonaty. Który z nich bardziej będzie cierpiał z powodu żony-sekutnicy? Z pewnością ten, który dostąpił uprzednio lepszej miłości. Podobnie jest z nami: torturują nas wyrzuty sumienia, niepokój i smutek - nie dlatego, że złamaliśmy prawo kościelne - ta myśl nigdy nie przychodzi nam do głowy. Dlatego, że zdradziliśmy najlepszą z miłości.

Gdybym miał wybrać jedną scenę w Piśmie Świętym, która najlepiej opisuje walkę toczącą się w duszy kapłana, byłaby to scena opisująca duchowe doświadczenia Jakuba. Gdy był on młodym człowiekiem, miał wizję drabiny - sen o chwale i o Bożej opiece, mimo iż zawarł on z Bogiem rodzaj umowy. Tak wielu z nas rozpoczyna swoje kapłańskie życie w pokoju, sympatycznej atmosferze i na zielonych pastwiskach. Dwadzieścia lat później życie się zmienia, jak wówczas, gdy Jakub stawił czoła Ezawowi. Kryzys duchowy dopada niektórych na początku ich drogi kapłańskiej, lecz inni, z powodu słabości lub wad ich własnego charakteru, padają ofiarą tego kryzysu w późniejszym wieku.

Jakub mocował się z kimś. Nie wiedział, kto jest jego przeciwnikiem, tylko że zmaga się z jakąś postacią. Po chwili obaj przeciwnicy stali się bardziej widoczni w świetle poranka. [Ową postacią był] Niebiański Zapaśnik, który w końcu dotknął stawu biodrowego Jakuba i unieruchomił go. Wówczas walka zmieniła swoją naturę; siła ustąpiła błaganiu, aby Anioł nie odchodził, dopóki nie pobłogosławi Jakuba.

Podobnie w naszym życiu Chrystus pojawia się jako przeciwnik w nocy naszej duszy, gdy jesteśmy przepełnieni wstydem za to, co uczyniliśmy. Gdy siłujemy się z wielkim przeciwnikiem w naszym sercu, unikamy Jego wzroku i spuszczamy nasze głowy ze wstydu. Jesteśmy w konflikcie z samymi sobą i w konflikcie z Nim. Krążymy po omacku w ciemnościach i zapominamy, że nawet w ciemnościach On siłuje się z nami i zachęca nas do powrotu. Gdy sumienie zmaga się z kapłanem, zawsze ma ono postać Chrystusa; spotyka On nas w naszych godzinach ciszy; przemawia On do nas nawet wśród zgiełku; konfrontuje nas z wizją tego, jacy moglibyśmy być.

[...]

Dochowanie celibatu jest dozgonnym wysiłkiem, częściowo na skutek ludzkiej słabości. Dwie wielkie tragedie życia polegają na tym, że dostajemy to, czego chcemy i że nie dostajemy tego, czego chcemy. Ptaki w klatce chcą się uwolnić, a ptaki na wolności pragną znaleźć się w klatce. Rozmowa o miłości nigdy nie jest tym samym, co miłość. Rozmowa o cebuli nigdy nie powoduje, że z naszych oczu zaczną płynąć łzy.

[...]

Jest doświadczeniem każdego kapłana, a na pewno było tak w moim własnym przypadku, że najtrudniej jest przyprowadzić na powrót do Chrystusa te dusze, które zgrzeszyły pychą i samowolą, ponieważ pycha nadyma ich ego. Ogromne wyzwanie stanowi także prowadzenie do Chrystusa tych dusz, które stały się chciwe i zachłanne, ponieważ pieniądze są rodzajem ekonomicznej gwarancji nieśmiertelności: Zobaczcie, ile posiadam. Moje stodoły są pełne.

Celibat jest dochowywany najlepiej i rozumiany najlepiej przez wzgląd na Chrystusa. My, kapłani, naśladujemy Go. Nosimy krzyż, aby przedłużać Jego odkupienie i każde naruszenie celibatu zawsze interpretowane jest przez dobrych kapłanów jako zranienie Chrystusa. Mąż nigdy by nie powiedział: Wiem, że podbiłem żonie oko, rozbiłem jej też nos, biłem ją, ale nigdy nie ugryzłem jej w ucho. Jeśli mąż prawdziwie kocha swoją żonę, nie zacznie wprowadzać stopniowań odnośnie do tego, jak bardzo ją zranił. Mimo że ksiądz w stosunku do Chrystusa nie próbuje definiować stopnia, w jakim Go zranił, nawet nasze najmniejsze przewinienie boli nas, albowiem zraniliśmy naszego Zbawiciela. Jeśli należę do nowego rodzaju ludzkiego, który został zrodzony z Dziewicy, dlaczego miałbym nie żyć wyłącznie dla Pana? Nigdy nie czułem, że wyrzekłem się miłości poprzez przyjęcie ślubu celibatu; po prostu wybrałem wyższy rodzaj miłości. Jeśli ktokolwiek sądzi, że celibat działa szkodliwie na psychikę kapłanów, powinien zakraść się na spotkanie księży. Jestem pewien, że wśród księży panuje weselszy nastrój niż wśród jakiejkolwiek grupy zawodowej na świecie.

Im bardziej kochamy Chrystusa, tym łatwiej jest należeć wyłącznie do Niego. Skąd wiem, że jestem w łachmanach? Ponieważ widzę Jego piękno w stule i ornacie Jego kapłaństwa. Skąd wiem, że każda sadzawka, z której piję, jest zatęchła? Ponieważ widzę, jak świeże wody wypływają z Jego boku. Podróż kapłańskiego życia prowadzi zatem nie do bagien i mokradeł, lecz do oceanu miłości. Wykrywam wszystkie złe dźwięki w moim życiu przysłuchując się muzyce Jego głosu. Gdy trzyma mnie On w swoich ramionach, poznaję głębokość mojej skruchy. Pragnę wtedy, gdy znajduję się u Jego wód. To na widok Jego Eucharystycznej Manny odczuwam głód. Łkam, gdy spogląda na mnie z uśmiechem. To z powodu Jego miłości nie mogę znieść samego siebie. To Jego miłosierdzie przepełnia mnie skruchą. Możemy mieć aniołów, aby nas strzegli - tak - ale aniołowie nas nie osądzają. Jedynie Doskonała Dobroć nas osądzi i w tym musimy pokładać naszą jedyną nadzieję. I to nas ratuje. Zatem pokładam ufność w Jego miłosierdziu i kocham Go ponad wszelkie miłości, i nigdy nie zdołam Mu podziękować za to, że otrzymałem łaskę kapłaństwa. Wstąpiłem w stan kapłański z głębokim poczuciem niegodności. Kończę swe kapłańskie życie w jeszcze głębszym poczuciem niegodności i mimo, iż chodzę w łachmanach, pamiętam, że syn marnotrawny został przyodziany w szatę sprawiedliwości.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, 2008r., rozdział XIII - Reflections on Celibacy, str. 218, 219-221, 222-223.

20 maja 2014

Jakie życie, taka śmierć

Mimo iż zdarzają się nawrócenia na łożu śmierci, częściej sprawdza się porzekadło, w myśl którego jakie życie, taka śmierć. Pewien człowiek, który wiódł złe życie, zawsze chwalił się, że nie musi martwić się o swoją duszę, gdyż w ostatniej chwili będzie mógł ją ocalić wypowiadając trzy słowa po łacinie: Miserere mei Deus. Miał on rację mówiąc o wypowiedzeniu tych słow w momencie śmierci, lecz nie były to słowa, które dane mu było wyrzec, gdyż nie przeżył swojego życia tak, aby mógł je wypowiedzieć ze szczerego serca. Gdy zatem jego koń zrzucił go na skały, stęknął: Capiat omnia diabolus, co innymi słowy oznacza: Niech będę przeklęty.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: On Being Human, 1982r., str. 234.

7 maja 2014

Nie boję się stanąć przed Jego obliczem, ponieważ to "On mnie umiłował" (o powołaniu)

Istnieje więcej powołań do kapłaństwa niż te, które prowadzą do święceń; podobnie jak istnieje więcej ziaren zasianych niż tych, które rodzą plon. Św. Tomasz z Akwinu mówi, że Bóg zawsze daje Kościołowi wystarczającą liczbę powołań, pod warunkiem, że odprawi się niegodnych i że godni zostaną dobrze uformowani. Największymi promotorami powołań powinni być sami kapłani. Nie możemy wspinać się na ambony, aby apelować do rodziców, by płodzili dzieci, jeśli my, kapłani, nie płodzimy duchowego potomstwa. Ostatniego dnia Bóg spyta nas, kapłanów: Gdzie są wasze dzieci? Ile wzbudziliście powołań? Mimo iż nie do nas należy zaszczepianie powołań, możemy jednak wpływać na zwiększanie się otwartości [na powołanie]. Użyźniamy glebę dając dobry przykład i słowo zachęty.

Wierzę, że Bóg daje niektórym z nas zdolność rozpoznawania powołań w innych. Pamiętam, jak głosiłem kazanie na pasterce ok. 1960 r. w Sanktuarium Niepokalanego Poczęcia w Waszyngtonie. Gdy Msza św. skończyła się, około godziny 1:30 w nocy, kilkaset osób zgromadziło się wokół mnie na zewnątrz kościoła, aby wymienić ze mną życzenia świąteczne. Zobaczyłem czarnoskórego chłopca, który stał z ojcem nieco na uboczu. Przywołałem go i spytałem: Młody człowieku, czy myślałeś kiedyś o tym, aby zostać księdzem? Odpowiedział twierdząco. Powiedziałem do niego: Sądzę, że masz powołanie. Położyłem dłonie na jego głowie i modliłem się, żeby - jeśli Bóg go powołał - odpowiedział na to powołanie i aby sobie je natychmiast uświadomił. Ojciec chłopca zobaczył, że rozmawiam z jego synem i spytał: Co ksiądz biskup mu powiedział? Powiedziałem mu, że sądzę, iż któregoś dnia jego syn zostanie księdzem. Ojciec odrzekł: Od dnia jego narodzin modliłem się rano i wieczorem, aby Pan Bóg obdarzył go powołaniem. Nigdy nie dowiedziałem się, jak potoczyły się sprawy owego chłopca po naszym spotkaniu. Jest to jedna z rzeczy, których dowiem się w Niebie.

Inny przypadek [odkrytego przeze mnie powołania] był bardziej pewny. Spożywałem samotnie posiłek w głównej restauracji hotelu Startler w Bostonie. Nagle zauważyłem, że pucybut w niemiłosiernie brudnej koszuli i z pudełkiem przyborów do czyszczenia butów przewieszonym przez ramię zaczął huśtać się na ogromnej purpurowej kotarze, która okalała wejście do jadalni. Gdy tylko główny kelner zauważył to, zwymyślał chłopca i wyrzucił go z hotelu. Zostawiłem swój obiad, wyszedłem z hotelu za chłopcem i spytałem go, gdzie chodził do szkoły. Opowiedział, że uczęszcza do publicznej szkoły. Odrzekłem: Dlaczego z twoim imieniem (było to imię irlandzkie) nie chodzisz do szkoły katolickiej? Odpowiedział: Wyrzucili mnie! - Kto cię wyrzucił? - Ksiądz i matka przełożona. Obiecałem mu: Wrócisz do tej szkoły. Spytał mnie, kim jestem, lecz powiedziałem, że nie mogę mu tego zdradzić. Potem dorzucił: Nie, oni powiedzieli, że nikomu nie uda się przywrócić mnie do katolickiej szkoły, nigdy nie będzie mi wolno wrócić.

Poszedłem na spotkanie z księdzem i matką przełożoną owej szkoły i powiedziałem im: Słyszałem o trzech chłopcach, którzy zostali wyrzuceni ze szkół wyznaniowych: pierwszy wciąż rysował na lekcjach geografii, drugi lubił wdawać się w bójki, a trzeci trzymał rewolucyjne książki ukryte pod materacem. Nikt nie zna nazwisk prymusów w ich klasach, ale pierwszym z tych chłopców był Hitler, drugim był Mussolini, a trzecim - Stalin. Jestem pewien, że gdyby przełożeni tych szkół dali owym chłopcom jeszcze jedną szansę, mogliby oni zapisać się inaczej w historii świata. Być może chłopiec, w którego sprawie przychodzę, poprawi się, jeśli przyjmiecie go z powrotem. Pozwolili mu wrócić, a dziś pracuje on jako misjonarz wśród Eskimosów.

Gdy byłem biskupem Rochester, przechodząc przez główną nawę jednego z kościołów parafialnych, mijałem młodego chłopca siedzącego w ławce i uderzyła mnie jego niezwykłość. Zatrzymałem się i spytałem go, czy kiedykolwiek myślał o tym, aby zostać kapłanem. Odpowiedział: Czasem modlę się o to. Odrzekłem: Jestem pewien, że masz powołanie; módl się dalej za pośrednictwem Matki Boskiej, abyś umacniał się w swoim powołaniu. Niedawno otrzymałem od niego list z informacją, że wstępuje do jezuitów.



Gdy spoglądam wstecz na ok. 60 lat mojego kapłaństwa - żertwy, jak odpowiedziałbym Bogu na następujące pytanie: Czy myślisz, że przeżyłeś swoje życie jako dobry kapłan? Gdy porównuję siebie z misjonarzami, którzy stali się bezkrwawymi męczennikami, porzucając swój własny kraj i własną rodzinę, aby nauczać inne ludy, gdy pomyślę o cierpieniach moich braci w kapłaństwie w Europie Wschodniej, gdy spoglądam na świątobliwe twarze niektórych z moich braci kapłanów w klasztorach i na misjach, gdy widzę piękne pogodzenie się [z wolą Bożą] księży w szpitalach, którzy cierpią na raka i nawet gdy spoglądam na wielu moich braci w Chrystusie, których tak bardzo podziwiam, odpowiadam: Nie, nie byłem takim kapłanem, jakim powinienem lub jakim pragnąłem być.

Lecz wiem, że jest to niepełna odpowiedź na powyższe pytanie. Gdy umieścisz obraz w świetle świecy, aby go zbadać, nie dostrzeżesz niedoskonałości; gdy umieścisz go w świetle słonecznym, zobaczysz, jak źle dobrane zostały kolory i jak niedoskonała jest kreska. Tak właśnie dzieje się, gdy mierzymy samych siebie według Boskiej miary - wypadamy nieskończenie źle; a gdy porównujemy się z wieloma osobami, które nas inspirują, głęboko odczuwamy własną niegodność. Lecz poza tym wszystkim i mimo tego wszystkiego jesteśmy bardzo mocno świadomi Bożego miłosierdzia. Nie powołał On aniołów na kapłanów; powołał On ludzi. Nie uczynił On złota naczyniem na swój skarb; ulepił je On z gliny. Zbieranina apostołów, którą zgromadził On wokół siebie stała się bardziej godna dzięki Jego miłosierdziu i Jego współczuciu.

Wiem, że nie boję się stanąć przed Jego obliczem. Nie dlatego, że jestem godzien, ani dlatego, że kochałem Go szczególnie mocno, ale ponieważ On mnie umiłował. Jest to jedyny powód, dla którego kogokolwiek z nas można naprawdę kochać. Gdy nasz Zbawiciel zaszczepia w nas swoją miłość, wtedy stajemy się godni miłości. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, 2009r., str. 38-42.

5 maja 2014

Abp Sheen i Św. Jan XXIII

Jedno z najbardziej niezwykłych wezwań na papieską audiencję przyszło pewnego wieczoru, gdy jadłem kolację z zaprzyjaźnionymi księżmi w Hotelu Bernini w Rzymie. Około godziny 21.30 odebrałem telefon z wiadomością, że Papież Jan XXIII chce cię zobaczyć. Najpierw pomyślałem, że to dowcip, ale stwierdziłem, że jeśli pojadę o tej późnej godzinie do Watykanu, szybko przekonam się, czy to prawda. Gdy dotarłem na miejsce, gwardzista powiedział do mnie: Proszę się pospieszyć! Jego Świątobliwość chce widzieć Waszą Ekscelencję!. Gdy zostałem doprowadzony przez jego oblicze, papież powiedział: Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem ci o tak późnej porze! Chciałem ci tylko wręczyć prezent. Obdarował mnie pierścieniem biskupim z topazem oraz krzyżem pektoralnym [i rzekł]: A teraz włóż je do kieszeni, schowaj je na chwilę. Nie chcę, aby inni biskupi poczuli zazdrość.

Dwa razy zostałem poproszony przez papieża Jana XXIII, abym współkonsekrował z nim tuzin lub więcej biskupów misyjnych. Każda z tych ceremonii odbywających się w Bazylice św. Piotra trwała ponad 3 godziny. Pod koniec ceremonii każdy z nowo wyświęconych biskupów przyklęka trzykrotnie na podeście ołtarza, a następnie podchodzi do Ojca Świętego, aby go objąć i ucałować w oba policzki, mówiąc Ad multos annos (obyś żył wiele lat). Owego dnia ostatni biskup przyklęknął po raz trzeci i właśnie miał objąć papieża Jana, gdy ten rzekł do niego: Jestem zmęczony. Ucałuj mnie tylko w jeden policzek.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, 2009r., str. 242.