4 kwietnia 2014

Abp Sheen o przygotowywaniu kazań i wykładów

Często jestem pytany, jak przygotować kazanie; mogę mówić wyłącznie z własnego doświadczenia płynącego z wieloletniej działalności kaznodziejskiej.

Wszystkie moje kazania przygotowywane są w obecności Najświętszego Sakramentu. Podobnie jak wypoczynek w słońcu jest najprzyjemniejszy i najbardziej efektywny, tak i kreatywność homiletyczna rozpalana jest najbardziej w obecności Eucharystii. Najwspanialsze pomysły pochodzą ze spotkań z Bogiem twarzą w twarz. Duch Święty, który obecny był przy Wcieleniu, stwarza najlepszą atmosferę dla oświecenia umysłu. Papież Jan Paweł II, gdy znajduje się w obecności Najświętszego Sakramentu, zawsze ma przy sobie małe biurko lub podkładkę do pisania; robiłem tak przez całe swoje życie i jestem pewien, że robi on to z tego samego powodu, ponieważ oblubieniec zawsze pracuje lepiej, gdy Oblubienica jest przy nim.

Gdy powstanie już ogólny plan kazania, komunikuję swoje myśli naszemu Zbawicielowi lub przynajmniej poddaję je rozważaniom, niemal szepcząc swoje pomysły. Niesamowite, jak szybko odkrywa się wtedy wartość planowanego kazania. Dlatego Francuzi mówią o l'esprit de l'escalier - o duchu schodów lub o przypominaniu sobie tego, co powinno się było powiedzieć w czasie niedawnej rozmowy. Mówiąc ogólnie, istnieją trzy różne formaty każdego wykładu lub kazania: to, co jest napisane, to, co zostało wygłoszone i to, co chciałeś powiedzieć. To dlatego wygłaszanie kazań przed naszym Zbawicielem jest dla mnie najlepszym sposobem na odkrycie nie tylko ich słabych punktów, lecz również ich potencjału. 

[...]

Jestem przekonany, że wygłaszanie wykładów i kazań jest niemożliwe bez intensywnych studiów i lektury. Jest to być może jedna ze słabości współczesnych ambon i mównic - zaniedbanie ustawicznego kształcenia. Książki są wielkimi przyjaciółmi; zawsze mają ci coś ważnego do powiedzenia, gdy bierzesz je do ręki. Nigdy nie narzekają, że są zbyt zajęte i zawsze mają wolną chwilę, by stać się pokarmem dla umysłu. Spoglądając na regały niektórych kapłanów, można określić moment ich wyświęcenia z dokładnością co do dekady lub nawet co do roku; niektórzy mają na półkach Tanquereya lub Wapelhorsta, młodsi księża mają książki o rewolucyjnych latach 60-tych, lecz są też tacy, którzy od dziesięcioleci nie zakupili żadnej poważnej lektury. Gdy intelektualna spiżarnia świeci pustkami, trudno jest przygotować homiletyczny posiłek. Im większy jest budynek, tym więcej materiałów potrzebnych jest do jego wzniesienia. Jeśli prowadzi się poważne badania, nigdy nie należy bać się tego, iż wyczerpie się temat.

[...]

Moja lektura obejmuje literaturę piękną, książki naukowe, filozoficzne i polityczne - słowem wszystko, co może być pomocne dla kapłana w nauczaniu wiary, w podejmowaniu dialogu z innymi lub w dostarczaniu materiału do komunikacji. Nigdy nie czytam powieści. Gdy byłem w college'u, z trudnością zdołałem przeczytać wszystkie powieści będące lekturą obowiązkową, lecz czytam recenzje powieści i opracowania dotyczące współczesnej literatury, które analizują panujące trendy. Gdy nauczałem katechezy słynnego scenarzystę teatralnego, Jo Mielzinera, pewnego dnia zadzwoniłem do drzwi jego mieszkania, a on otworzył mi i powiedział, że właśnie wpadł do niego z wizytą Humphrey Bogart. Jo poinformował Bogarta, że przyszedłem, aby nauczać go katechezy i że może zostać i posłuchać, jeśli ma na to ochotę. Ewentualnie może przejść do drugiego pokoju i poczekać. Bogart odrzekł: Dlaczego miałbym słuchać katolickiego księdza? Wiem więcej o Kościele katolickim niż jakikolwiek ksiądz. Udałem, że nic nie wiem o tej wymianie zdań, a gdy wszedłem do pokoju, w którym siedziało kilka osób, tocząca się właśnie dyskusja dotyczyła pewnych powieści. Powiedziałem, że nie czytałem żadnej z powieści, o których była mowa. Być może mam to po moim ojcu - rzekłem - gdyż on również nigdy nie czytał powieści. Humphrey Bogart, który chwilę wcześniej przechwalał się swoją wielką wiedzą o Kościele katolickim, zapytał: Czy twój ojciec również był księdzem?.

[...]

Jako że moje życie było dość długie, poddane zostało różnym wpływom, jeśli chodzi o styl. W pisarstwie największy wpływ miał na mnie G.K. Chesterton, który nigdy nie użył niepotrzebnego słowa, zauważał wartość paradoksu i unikał tego, co trywialne. W późniejszym czasie przyszły pisma C.S. Lewisa, który, obok Chestertona i Belloca, stał się czołowym apologetą Chrześcijaństwa we współczesnym świecie. Styl Lewisa był konkretny, prozaiczny, pełen przykładów, analogii, przypowieści i zawsze interesujący. Także Malcolm Muggeridge był dla mnie inspiracją. Jest zawsze perlisty, błyskotliwy, wybuchowy, dowcipny. Nie mogę nie wspomnieć poezji, zwłaszcza The Oxford Book of Mystical Verse - szczególnie wierszy Studderta Kennedy'ego oraz, ponad wszystko, Francisa Thompsona. Przez lata trzymałem plik ulubionych wierszy, spośród których wiele nauczyłem się na pamięć.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J.Sheen, 2008r., str. 79, 80, 82, 83