9 marca 2014

61 minut

Zapraszamy do przeczytania napisanego we wrześniu 2011 roku poruszającego świadectwa Bonnie Engstrom, matki małego Jamesa Fultona, którego uzdrowienie zostało uznane przez watykańskich ekspertów za niemożliwe do wyjaśnienia z medycznego punktu widzenia.

***

61 minut


Dokładnie rok temu urodziłam mojego syna, martwego syna. Położono mi go na chwilę w ramionach: był cichy, siny i słaby. Położna i jej asystentka wzięły go ode mnie i zaczęły go reanimować. Nie mogły znaleźć pulsu. Nie oddychał. Ponieważ działo się to w naszym domu (był to mój trzeci, zaplanowany poród domowy), wezwano pogotowie. 

Podczas gdy położna kontynuowała reanimację i gdy czekaliśmy na karetkę, mój mąż wziął wodę i ochrzcił go imionami, które wybraliśmy: James Fulton. Pamiętam, że siedziałam na podłodze, wciąż powtarzając w głowie: “Fulton Sheen, Fulton Sheen, Fulton Sheen”. Przypuszczam, że była to jedyna namiastka modlitwy, na jaką mogłam się zdobyć, przypuszczam, że w ten sposób próbowałam prosić arcybiskupa Sheena, aby wstawiał się za moim synem. 

Wreszcie przyjechali ratownicy i w pośpiechu zabrali Jamesa. Po drodze próbowali wywołać akcję serca i wstrzyknęli mu w kolanko dwie dawki epinefryny. Żadna z nich nie zadziałała, a jedna wyciekła, przez co cała jego prawa noga – od paluszków aż do pośladka – przybrała czarny, siny i fioletowy kolor. Na oddziale ratunkowym lekarze i pielęgniarki próbowali go ratować przez kolejne 18 minut. Jedna z pielęgniarek powiedziała mi, że chciała, aby matka Jamesa mogła choć przez chwilę potrzymać go żywego w ramionach. Przez pięć minut, przez godzinę – chciała, żeby mój syn żył wystarczająco długo, abym mogła się z nim pożegnać. 

Wykonali USG jego serduszka. Trzepotało ono, ale nie biło. Pielęgniarka trzymała jego stópkę; później powiedziała mi, że była ona “zimna i martwa”. Został zaintubowany, podano mu tlen, lecz nie sposób było doprowadzić wystarczającą ilość tlenu do mózgu i innych organów przy pomocy uciskania klatki piersiowej. Wezwano neonatologa, który zdecydował o zaprzestaniu reanimacji, aby można było podać czas zgonu. 

Mój mały synek, James Fulton, ważący 4,42kg, pozostawał bez tętna przez 61 minut.

Wszyscy zaprzestali reanimacji. I wtedy jego serce zaczęło bić. 

James został przyjęty na oddział intensywnej terapii noworodków w Szpitalu Dziecięcym stanu Illinois i natychmiast go “schłodzono” – jest to nowy rodzaj terapii polegający na obniżeniu temperatury ciała o kilka stopni, aby zapobiec dalszym, sukcesywnym uszkodzeniom mózgu i innych organów. Przez trzy dni pozostawał w farmakologicznej śpiączce i w drgawkach, cały przykryty rurkami i kablami. Myśleli, że nie przeżyje tygodnia. Myśleli, że straci prawą nóżkę z powodu chemicznych oparzeń. Myśleli, że JEŚLI przeżyje, będzie “roślinką”. Próbowali dodawać nam otuchy, lecz myśleli, że prawdopodobnie spędzi resztę życia przywiązany do wózka inwalidzkiego, niewidomy, ciężko upośledzony umysłowo, uzależniony od respiratora, karmiony przez sondę, w pieluchach, niezdolny do tego, aby komunikować miłość. 

Badanie elektroencefalografem wykazało bardzo nienormalną aktywność mózgu. Rezonans magnetyczny wykazał, że mózg został mocno uszkodzony na skutek poważnego niedotlenienia. 

Chwilami zastanawiałam się, czy nie powinniśmy byli po prostu zostać w domu i nie wzywać pogotowia. Martwiłam się, że stałam się Doktorem Frankensteinem, który, przy pomocy innych ludzi, na siłę utrzymał Jamesa przy życiu. Martwiłam się, że będą go traktować jak potwora. 

W sytuacji, w której się znajdowaliśmy, mogłam albo martwić się, albo mieć nadzieję. Mogłam się bać albo mogłam zaufać. Zdecydowaliśmy się na poród domowy poprzez modlitwę, wiedziałam więc, że podążaliśmy za Bożym planem na nasze życie. Nie wiedziałam, jak to się skończy, ale wiedziałam, że nie mogłabym żyć w ciemności - musiałam mieć nadzieję i ufać - musiałam żyć w Światłości.

Zatem modliliśmy się i prosiliśmy innych ludzi, aby modlili się wraz z nami. Dwa dni po narodzinach Jamesa sto osób, spośród których wielu ledwo znałam, przybyło do katedry diecezjalnej w Peorii. W kościele, w którym Fulton Sheen służył do Mszy świętej i w którym później został wyświęcony, odprawiliśmy świętą godzinę adoracji oraz uczestniczyliśmy we Mszy św. Razem modliliśmy się o wstawiennictwo Sheena: Odwieczny Ojcze, Ty sam obdarzasz nas wszelkim błogosławieństwem w Niebie i na ziemi, przez zbawczą misję Twojego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, i za przyczyną Ducha Świętego. Jeśli jest to zgodne z Twoją wolą, wynieś do chwały Twego sługę, Fultona J. Sheena, przez udzielenie łaski, o którą teraz prosimy Cię przez jego modlitewne wstawiennictwo – aby ciało Jamesa Fultona wyzdrowiało i funkcjonowało normalnie, i aby został ocalony od jakiegokolwiek uszkodzenia mózgu. Prosimy Cię o to ufnie przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Znajomi opowiadali historię Jamesa na Facebooku, [przekazywali ją] w e-mailach, [opisywali] na blogach, opowiadali ją swoim grupom i łańcuchom modlitewnym, grupom studiów biblijnych, członkom własnych rodzin i znajomym. Ludzie na Alasce, w Nowym Jorku, w Meksyku, w Peru, w Niemczech, w Irlandii i w Kanadzie modlili się za mojego syna, prosząc Sheena o wstawiennictwo. Ateiści prosili swoich wierzących znajomych, aby modlili się za niego. Dzieci w szkołach katolickich w całym stanie Illinois codziennie w swoich klasach recytowały modlitwę [o wstawiennictwo] Sheena. Małe dzieci wymieniały go jako główną intencję swoich modlitw. Mój tato znów zaczął regularnie uczestniczyć we Mszy św.

I Pan Bóg odpowiedział na te modlitwy. Jezus Chrystus uzdrowił mojego syna. Duch Święty wypełnił serca Jego wiernych. A Sheen kontynuował ewangelizowanie przez swojego imiennika, a mojego syna. Nie minęło kilka dni, a jego nerki, wątroba i okrężnica zaczęły działać. Jego noga zdrowiała. Tydzień po urodzeniu oddychał już bez wspomagania. Jego ciśnienie krwi było dobre. Zaczął jeść z butelki. Odstawiono środki przeciwbólowe i zaczął reagować na mnie, na odwiedzających go, pielęgniarki i lekarzy. Po siedmiu tygodniach wrócił ze szpitala do domu. Powtórny rezonans magnetyczny nie wykazał już uszkodzeń mózgu. Profilaktyczna sonda żołądkowa została usunięta, kiedy skończył sześć miesięcy. Teraz turla się, czołga i pływa, a wkrótce zacznie chodzić. Je płatki Cheerios, wybierając je za pomocą
kciuka i palca wskazującego. Piszczy ze śmiechu, bawi się klockami, podkrada zabawki swojemu starszemu rodzeństwu, a jego rozwój został określony przez terapeutów rozwojowych i fizjoterapeutów jako prawidłowy dla jego wieku.


Moja rodzina i ja wierzymy, że Pan Bóg wskrzesił Jamesa z martwych i uzdrowił jego ciało. Wierzymy, iż uczynił to za wstawiennictwem Arcybiskupa Sheena. Wierzymy, że Pan Bóg uczynił to z tego samego powodu, dla którego pozwolił, aby Łazarz umarł: "Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą" (J 11, 4 - przyp. tłum.).

Dzisiaj mój syn ma rok. Dzięki Ci, Pani Jezu, i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Jamesie Fultonie!




Źródło: Ignitum Today