piątek, 30 listopada 2012

Chciwa kobieta w piekle

Miłość jest zdrową zasadą ewangeliczną odnoszącą się do ludzkości. Istnieje pewna rosyjska opowieść, w której do starej kobiety w piekle przyszedł anioł i zwrócił się do niej następującymi słowami: "Jeśli możesz przypomnieć sobie jedną dobrą rzecz, jaką zrobiłaś w swoim życiu, wypuszczę cię z piekła". Starsza pani odpowiedziała mu: "Kiedyś dałam żebrakowi marchewkę". "Bardzo dobrze" - powiedział anioł - "spuszczę teraz do piekła marchewkę, a ty uczepisz się jej i w ten sposób cię wyciągnę". Owa stara kobieta [uczepiona marchwi] była zatem wyciągana z piekła i wtedy, rzecz jasna, tysiące dusz uchwyciło się jej. Kobieta powiedziała im: "odczepcie się ode mnie, ta marchew jest dla mnie". Wtedy wszyscy oni spadli z powrotem do piekła, nie wyłączając owej starej kobiety, gdyż philia wymaga solidarności i poczucia wspólnoty. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton J. Sheen", 1985r., str. 192-193.

czwartek, 29 listopada 2012

"Trójca Nowenn" w 33-cią rocznicę śmierci Arcybiskupa Sheena

JMJ

3 listopada 2012r.

Do Przyjaciół Czcigodnego Sługi Bożego Fultona J. Sheena na całym świecie

 Drodzy bracia i siostry,

Niech Pan obdarzy was Swoim Pokojem!

Dzieło na rzecz beatyfikacji i kanonizacji Arcybiskupa Sheena było zawsze głównie dziełem duchowym. Dziesiątki tysięcy ludzi na całym świecie codziennie odmawia modlitwę o jego kanonizację lub o jego niebiańskie wstawiennictwo. W tych dniach mamy jeszcze większy powód ku temu, aby podwoić nasze duchowe wysiłki.

Zapraszam was do wzięcia udziału w wyjątkowej "trójcy Nowenn", aby upamiętnić 33-cią rocznicę świątobliwej śmierci Arcybiskupa. Nazywam ją "trójcą" z dwóch powodów. Wierzę, że tegoroczna Nowenna ma trzy szczególne intencje:


  • Dziękczynienie za wszelkie dobre dzieło, które się już dokonało na rzecz procesu beatyfikacyjnego, a w szczególności za ogłoszoną ubiegłego lata deklarację Ojca Świętego, który nadał Arcybiskupowi Sheenowi tytuł Czcigodnego Sługi Bożego;
  • Błaganie w intencji procesu beatyfikacyjnego, aby z Bożego natchnienia Kościół RYCHŁO ogłosił go świętym, jak modlimy się o to w modlitwie o kanonizację;
  • Potrzeby i intencje wszystkich przyjaciół Arcybiskupa Sheena (szczególną intencję modlitewną podajemy poniżej - przyp.red.) - zapraszamy was do nadsyłania waszych intencji, aby złączyć się z wszystkimi, którzy wspólnie będą się modlić w trakcie tej Nowenny. Tak wielu ludzi potrzebuje modlitwy. W trakcie nowenny przypada Uroczystość Niepokalanego Poczęcia, Patronki Stanów Zjednoczonych, polećmy zatem szczególnie nasz kraj modlitwom Czcigodnego Sługi Bożego Fultona.
 Jest to również "jedna Nowenna w trzech", ponieważ w łączności z prałatem Sosemanem w Rzymie i prałatem Deptułą w Peorii w trakcie tych dziewięciu dni będziemy sprawować Najświętszą Ofiarę w trzech powyższych obszarach intencyjnych. Jakże wielka jest w tym moc! Trzy Nowenny Mszy Świętych w trzech szczególnych intencjach!

Wiemy również, że - gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w Imię Jezusa, tam jest On obecny, zatem nasze modlitwy ulegają wzmocnieniu. Zaproście swoje rodziny, przyjaciół, kapłanów, grupy modlitewne i kręgi biblijne, aby dołączyli do nas w szturmowaniu Niebios! Nasza Nowenna rozpocznie się 1 grudnia - w Pierwszą Sobotę grudnia. Dodatkowe kopie Nowenny znajdują się na naszej stronie internetowej: ArchbishopSheenCause.org, można je zamówić telefonicznie u Julie w biurze Fundacji w Peorii: 877-77-SHEEN. Proszę naszego Pana, Jego Świętą Matkę i naszego umiłowanego Czcigodnego Sługę Bożego Fultona Sheena, aby wam wszystkim błogosławili.

Wasz w Jezusie, Maryi i Józefie

O. Andrew Apostoli CFR

------------------

Od redakcji:
W nadziei, że polscy Przyjaciele Arcybiskupa Sheena zechcą wziąć udział w Nowennie, prosimy Państwa serdecznie o modlitwę w intencji Krystyny, matki trojga dzieci, która choruje na raka. Najmłodsze dziecko urodziła już po tym, jak wykryto u niej chorobę. Począwszy od 1 grudnia codziennie będzie zamieszczany tutaj, jak również na profilu Abpa Sheena na Facebooku przewidziany na dany dzień nowenny tekst rozmyślań oraz modlitwy. Bardzo prosimy o szturm modlitewny w intencji Krystyny i jej najbliższych oraz o zaproszenie do modlitwy jak największej ilości osób. Z góry serdeczne Bóg zapłać!


Nie chodzi o warsztaty z wrażliwości

Philia objawia się poprzez troistość środków komunikowania miłości - mowę, wzrok i dotyk. Dlatego właśnie dotknięcie kogoś, kto jest chory lub kto jest w potrzebie jest czasem czymś o wiele lepszym niż wręczenie mu czeku. Nie mówię tu o warsztatach z wrażliwości. W sali wykładowej Uniwersytetu Kalifornijskiego zobaczyłem kiedyś grupę studentów, chłopców i dziewcząt, siedzących w kręgu i trzymających się za ręce w naprzemienny sposób. Zapytali mnie: "Co ksiądz o tym sądzi? Proszę zobaczyć, w ten sposób poznajemy siebie nawzajem. Nazywamy to warsztatami z wrażliwości."

"Posłuchajcie" - odpowiedziałem im - "wyjdźcie na ulicę i potrzymajcie za rękę jakiegoś starego, pomarszczonego mężczyznę lub jakąś starą, pomarszczoną kobietę. Wyjdźcie stąd i dotknijcie ręki osoby trędowatej. Wtedy dowiecie się, czy kochacie swojego bliźniego". 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 192.

środa, 28 listopada 2012

Lubienie i kochanie

Grecy mieli drugie słowo określające miłość; było nim słowo philia. Jest to miłość, którą obdarzamy ludzkość. Miała ona nie zwracać uwagi na klasę, rasę, kolor lub żaden inny wyróżniający czynnik. Philia nie była po prostu lubieniem, była ona kochaniem. Obecnie istnieje różnica między tymi dwoma pojęciami. Lubienie zawiera się w emocjach, w uczuciach. Miłość zawiera się w woli. Lubienie zawiera się w emocjach, a emocje mogą się zmienić, mogą się przytępić. Lecz kochanie zawiera się w woli i dlatego można je nakazać. Dlatego nasz Pan powiedział: "Przykazanie nowe daję wam" - przykazanie - "abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem". To jest właśnie różnica między lubieniem a kochaniem.

Mogę zilustrować to poniższym przykładem. Nie lubię jeść kurczaków. Dlaczego ich nie lubię? Ponieważ, gdy byłem chłopcem, mój ojciec wysyłał nas, swoich synów, na jedną ze swoich farm w każdy weekend i każdego lata. Dzierżawca, w trosce o nas, karmił nas kurczakami każdego dnia z wyjątkiem piątku. W dzieciństwie ukręciłem kark 48632 kurom. W nocy nie mam koszmarów, mam kur-mary. Miewam wizje bezgłowych kurczaków biegających w tumanach kurzu po podwórku. Nie lubię więc kurczaków. Lecz gdy jadę wygłosić rekolekcje i dostaję na obiad kurczaka, jem go, gdyż mógłbym go pokochać. Nie chcę zranić osoby, która mi go podała. To właśnie jest różnica między lubieniem a kochaniem.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 191.

wtorek, 27 listopada 2012

Eros stał się erotyczny

Przez Freuda eros stał się erotyczny, a miłość zaczęto utożsamiać z seksem. Lub, dokładniej rzecz ujmując, mieliśmy odtąd seks bez miłości. Mianem erotycznego zaczęto określać jedynie to, co dawało przyjemność. Pijesz wodę, zapominając o szklance. Nie ma już miejsca na komunikację między osobami. Prawdziwa miłość zakłada niezastąpioność osób. Nikt nie może zastąpić miejsca ojca lub matki, brata lub siostry i tak dalej. Lecz w seksie możliwe jest zastąpienie jednej osoby przez drugą. W naszym amerykańskim życiu seks zakorzenił się w umyśle. Nie jest on wyłącznie zjawiskiem dotyczącym sfery ciała. Jest to jeden z powodów, dla których [ludzie mają] upodobanie w pornografii. Pornografia jest miłością czegoś abstrakcyjnego, gdy zapomnieniu ulega konkretne zastosowanie danej rzeczy. Kiedyś spotkałem pewną kobietę, która powiedziała mi, że zapłaciła 250 dolarów za młynek do kawy. Zapłaciła tę kwotę, aby posiadać ów konkretny młynek, lecz nie zamierzała nigdy mielić w nim kawy. Jej zachowanie można by nazwać kawową pornografią. Podobnie, gdy zapomina się o konkretnym celu seksu, i gdy jest on używany do celów reklamowych, do wywołania podniecenia i tak dalej, wówczas staje się on pornografią. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton J. Sheen", 1985r., str. 190. 


poniedziałek, 26 listopada 2012

Eros

Grecy mieli trzy wyrażenia oznaczające miłość. Pierwszym z nich było eros. Eros był owym bożkiem, który wypuszczał z łuku strzały w kierunku serca, aby uczynić je płodnym. Eros był przedmiotem dyskusji w domu Agatona, którą opisał Platon. Eros nie jest tym, co pcha nas ku sobie wzajemnie, jest on raczej przyciąganiem. W ten sposób wyrażenie eros zawierało w sobie takie pojęcia jak miłość przyjaciela, mężczyzny lub kobiety, miłość do sztuki, miłość filozofii, miłość dobrego życia. Każda prawdziwa i trwała przyjaźń wiąże się z eros. Gilbert Keith Chesterton pisał do swojej przyszłej żony, Frances Blogg: "Przede mną palą się cztery lampy dziękczynienia. Pierwsza pali się w podzięce za to, że urodziłem się na tej samej ziemi, co ty. Druga za to, że próbowałem kochać wszystko we wszechświecie przygotowując się do tego, aby pokochać ciebie. Trzecia za to, że nigdy nie uganiałem się za obcymi kobietami. Nie możesz zrozumieć, jak bardzo przygotowuje to mężczyznę na prawdziwą miłość. Czwarta lampa pali się w podzięce za to, że moje dotychczasowe istnienie kończy się tutaj. Przyprowadziło mnie ono ku tobie." Oto, czym jest eros. Kiedyś zapytałem pewnego mężczyznę, kim chciałby być, gdyby przyszedł na ziemię dwa lata po swojej śmierci. Odpowiedział mi, że chciałby zostać drugim mężem swojej żony. To również jest eros

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 190.


sobota, 24 listopada 2012

Ocaleni od absurdu

Gdy po raz pierwszy przybyłem do Europy, aby kontynuować tam edukację jako młody kapłan, zatrzymałem się w internacie będącym własnością pewnej kobiety, którą nazwijmy Madame Citroff. Mieszkałem tam od około tygodnia, gdy przyszła do mnie i opowiedziała mi tragiczną historię swojej rodziny. Po ślubie jej mąż ją zostawił. Ich córka wiodła niemoralne życie na ulicach Paryża. Opowiedziawszy mi to wszystko, Madame Citroff wyciągnęła z kieszeni małą fiolkę z trucizną. Powiedziała do mnie: "Nie wierzę w Boga. Czasem nachodzi mnie myśl, że Bóg istnieje i jeśli tak jest, przeklinam Go. Dlatego, ponieważ życie nie ma sensu i jest czymś absurdalnym, postanowiłam, że z nim skończę. Zamierzam zażyć to dziś wieczorem. Czy może ksiądz coś dla mnie zrobić?"

Odpowiedziałem jej: "Nie mogę nic dla ciebie zrobić, jeśli zamierzasz to połknąć". Poprosiłem ją, aby opóźniła samobójstwo o dziewięć dni. Myślę, że jest to jedyny znany przypadek kobiety, która przesunęła samobójstwo o dziewięć dni. Nigdy wcześniej nie modliłem się tak żarliwie, jak wówczas, za tę kobietę. Dziewiątego dnia dobry Bóg dał jej wielką łaskę. 

Kilka lat później, w drodze do Lourdes, zatrzymałem się w pewnej miejscowości, gdzie ugościli mnie Monsieur, Madame i Mademoiselle Citroff. Następnie zapytałem lokalnego proboszcza: "Czy państwo Citroff są dobrymi katolikami?"

Odpowiedział: "Ach, to wspaniałe, gdy ludzie zachowują wiarę przez całe swoje życie". Nie znał on powyższej historii.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 8.

piątek, 23 listopada 2012

Pragnienie świętości

Istnieje coś, co nazywamy duchowym pragnieniem, jak czytamy w jednym z psalmów: "Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?". Mówiąc [na krzyżu] "pragnę", nasz Pan pragnie powrotu do swojego Ojca. Poprzedniej nocy, podczas Ostatniej Wieczerzy, modlił się On do Ojca i prosił o chwałę, która należała do Niego, zanim zostały położone fundamenty pod budowlę świata. Chrystus powiedział swoim uczniom, że idzie przygotować dla nich miejsce. A teraz pragnie On powrócić do swojego Ojca. Przekładając owo duchowe pragnienie naszego Pana na nas samych, cóż takiego posiadamy, gdy kochamy Pana? Posiadamy pragnienie świętości. Pragniemy być świętymi. Pragniemy być szczęśliwi, pragniemy osiągnąć wewnętrzny pokój, pragniemy zjednoczyć się z Ojcem. 

Czymże jest świętość? Świętość jest Chrystusem, który żyje we mnie, bierze we władanie mój umysł i rządzi mną Jego Prawda. Oto czym jest świętość. Jest On w mojej woli i czynię wszystko to, co jest Mu miłe. Jest On w moim ciele, zatem moje ciało staje się tabernakulum. Świętość to nie tylko Chrystus, który mieszka we mnie, to również postępowanie tak, aby [dzięki mnie] inni poznali Chrystusa. Świętość to bycie osobą, którą chce się kochać. Jest to takie postępowanie, które sprawia, że inni pragną pokochać Chrystusa. Gdy inni widzą nas, widzą oni Chrystusa. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton J. Sheen", 1985r., str. 71.



czwartek, 22 listopada 2012

Dlaczego Jezus nas opuścił?

Dlaczego nasz Pan nie pozostał na ziemi? Wynikałoby z tego dla nas wiele korzyści. Moglibyśmy drżeć z zachwytu wobec Jego majestatu, nasz respekt budziłaby Jego obecność i Jego słowa. Lecz powiedział On: "Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Duch nie przyjdzie do was" - Duch Święty. Duch nie przyjdzie. Gdyby Jezus pozostał na ziemi, zawsze byłby poza nami, niczym przykład do naśladowania, niczym model poza artystą. Gdyby jednak odszedł i zesłał Swojego Ducha, wówczas stałby się prawdziwym życiem, którym należałoby żyć. Zatem Chrystus zesłał nam Swojego Ducha.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 93.


środa, 21 listopada 2012

Sprawiedliwość i miłosierdzie

Jeśli jesteśmy komuś coś winni, dług może zostać nam darowany, lecz sprawiedliwości nie stanie się zadość, jeśli nie spłacimy całkowicie długu. Pamiętam, że jako chłopiec często tłukłem szyby w oknie sąsiada. Czasem mówił mi on: "zapomnij o tym". Lecz z jakiegoś powodu nie chciałem, żeby mi darował. Szedłem do swojej świnki-skarbonki i wyciągałem swoje oszczędności, aby zapłacić za wybite okno. Nie chcemy, aby Pan Bóg nam po prostu darował. Również mamy poczucie własnej godności i chcemy w jakiś sposób spłacić dług, który zaciągnęliśmy u Boga, choć nie jesteśmy w stanie go spłacić. Jednak dług ten musi zostać spłacony, jeśli sprawiedliwości i miłosierdziu ma stać się zadość. To dlatego Bóg musiał zostać człowiekiem.

 Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 111-112.


poniedziałek, 19 listopada 2012

Chodzenie po wodzie

Po tym, jak Jezus dokonał rozmnożenia chlebów i ryb w Kafarnaum, udziałem apostołów stał się nieoczekiwanie zachwyt, jakim zaczęły Go darzyć tłumy. Dla apostołów było czymś wspaniałym widzieć, jak nasz Pan został obwołany królem i prorokiem. Ponieważ apostołowie zarazili się tym entuzjazmem, Pan nakazał im przedostać się na drugą stronę jeziora. Nie chciał On, aby ulegli zepsuciu. Zaczęli wiosłować przez jezioro, a nasz Pan wspiął się na szczyt góry. Nadeszła noc i rozpętała się burza z opadami deszczu i mgłą. Była trzecia nad ranem, a apostołowie wiosłowali pod wiatr i byli przerażeni. Nasz Pan obserwował ich przez cały czas. Wreszcie przyszedł do nich po wodzie. Oni Go nie poznali.




Myśleli, że była to zjawa, duch. Święty Marek tłumaczy nam, dlaczego: nie zrozumieli oni cudu z bochenkami chleba. Nie pojęli niewidzialnej obecności Chrystusa w chlebie życia. W ich strachu nasz Zbawiciel uspokajał ich: "Nie lękajcie się, to Ja jestem". Wtedy do głosu przychodzi impulsywność wielkiego człowieka, głupca: "Panie, każ mi przyjść do siebie po wodzie". Cóż za głupota - chodzić po wodzie. Czy możesz sobie wyobrazić, co działo się w łodzi, gdy Piotr podniósł swą prawą nogę, aby postawić ją na wodzie? Tomasz zapewne powiedział do niego: "Jesteś w stanie uwierzyć w cokolwiek, Piotrze". Lecz on szedł, on naprawdę szedł po wodzie. Szedł, ponieważ Pan powiedział "Przyjdź, przyjdź". Uwierz w nieprawdopodobne, a możesz dokonać niemożliwego. To nasz brak wiary nas powstrzymuje, podobnie jak stało się to z Piotrem. Dlaczego zaczął tonąć? Ewangelia podaje nam przyczynę. Uwzględnił obecność wiatrów, zaczął czytać wyniki badań; dowiedziono w nich statystycznie, że 99,4% ludzkości nie może chodzić po wodzie. Wszelkie niedowiarstwo było w wiatrach. Odwróciwszy swe oczy od Chrystusa, Piotr zaczął tonąć.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton J. Sheen", 1985r. str. 184-185.

niedziela, 18 listopada 2012

Brakujący fragment twojego serca

Twoje ludzkie serce nie ma doskonałego kształtu, takiego, jaki ma serduszko walentynkowe. Z boku twojego serca brakuje małego fragmentu i brakuje go w każdym ludzkim sercu. Jest to część, która została wydarta na Krzyżu z ogólnego serca ludzkości. Gdy Bóg stworzył twoje serce i każde inne serce, uznał, że jest ono tak dobre, iż zatrzymał jego cząstkę w niebie, a resztę zesłał na ziemię, gdzie próbuje ono, jak tylko potrafi, wypełnić się wszelką miłością, lecz gdzie nigdy nie będzie doskonale szczęśliwe, doskonale zakochane, nigdy nie będzie zdolne do tego, aby pokochać kogoś całym sercem, gdyż całym, kompletnym sercem nie jest. Nigdy nie będzie szczęśliwe, dopóki nie powróci do Boga, aby odzyskać tę cząstkę, którą On dla niego zachował przez całą wieczność.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 197.


sobota, 17 listopada 2012

Zło jest pasożytem

Zło nie jest pozytywne. Zło jest albo nadmiarem, albo wypaczeniem tego, co jest dobre. Pożywienie jest dobre. Zbyt mało pożywienia jest czymś złym, zbyt dużo - również jest złe. Sen jest dobry. Jeśli jednak sen koliduje z obowiązkiem, przestaje być dobry. Zło bardzo przypomina ciemność. Jest ono nieobecnością światła. Nie ma ono celu poza sobą. Lub inaczej - nie ma ono swojej własnej istoty. Jest to lepszy sposób na jego określenie. Wszelkie zło to zepsute dobro. Złe jabłko jest dobrym jabłkiem, które zgniło. Ponieważ zło nie ma własnego kapitału, jest pasożytem, które żeruje na dobru. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton Sheen", 1985r., str. 140.

piątek, 16 listopada 2012

Chwila obecna


Sumienie obciążone winą za przeszłe grzechy obawia się Boskiego sądu. Lecz Bóg, w Swoim miłosierdziu, dał nam dwa lekarstwa na taki stan nieszczęśliwości. Jednym z nich jest Sakrament Pokuty, który wymazuje przyszłość poprzez odpuszczenie naszych grzechów i rozświetla przyszłość poprzez naszą nadzieję na Boże miłosierdzie poprzez nieustanną pokutę i naprawianie naszego życia. Nic w ludzkim doświadczeniu nie jest tak skuteczne w leczeniu pamięci i wyobraźni jak spowiedź; oczyszcza nas ona z winy i jeśli posłuchamy napomnień naszego Pana, wymażemy całkowicie z naszego umysłu nasze wyznane już grzechy. "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego" (Łk 9:62). Spowiedź leczy również naszą wyobraźnię, likwidując obawy wobec przyszłości, gdyż teraz, wraz ze św. Pawłem, dusza woła: "Wszystko mogę w Tym, Który mnie umacnia" (Fil. 4:13)



Drugim lekarstwem na schorzenia, które dopadają nas na skutek myślenia o czasie, jest coś, co może być nazwane uświęceniem chwili - lub tego, co nazywamy Teraźniejszością. Nasz Pan ustanowił dla nas stosowną zasadę w następujących słowach: "Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy" (Mt 6:34). Oznacza to, że każdy dzień ma swoje własne próby; nie mamy zapożyczać kłopotów z dnia jutrzejszego, gdyż i ów dzień będzie miał swój krzyż. Mamy zostawić przeszłość Bożemu miłosierdziu i zawierzyć przyszłość, jakiekolwiek będą jej próby, kochającej Opatrzności Bożej. Każda minuta życia ma swój szczególny obowiązek - niezależnie od tego, jak będzie ona wyglądała. Chwila obecna jest chwilą zbawienia. Każde narzekanie przeciw niej jest porażką; każdy akt poddania się jej jest zwycięstwem.


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "From the Angel's Blackboard", 1995r., strona nieznana.

czwartek, 15 listopada 2012

Dostajemy mniej niż zasługujemy

Bardzo często zdarza się, że - gdy mamy niewiele możliwości, aby czynić naszą własną wolę - możemy bardzo zbliżyć się do Boga akceptując Jego wolę. W księdze proroka Ezdrasza czytamy coś, nad czym często trzeba nam się zastanawiać: "Po tym wszystkim, co przyszło na nas za nasze złe uczynki i za naszą wielką winę - a przecież Ty, Boże nasz, wymierzyłeś karę poniżej naszej winy". Faktycznie, jeśli jesteśmy uczciwi, przyznamy, że wszyscy otrzymujemy mniej ciosów niż na to zasługujemy. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło:  "Through the Year with Fulton J. Sheen", 1985r., str. 177.

środa, 14 listopada 2012

Akceptacja i bunt

Gdy na modlitwę w czasie Świętej Godziny Adoracji przynosimy ze sobą nasze krzyże i nasze życiowe ułomności, zaczynamy dostrzegać, że Bóg mówi do nas. Nie tylko mówi On do nas w [różnych] wydarzeniach; tutaj mamy przepiękną okazję, aby dokonać rozróżnienia między akceptacją a buntem w obliczu wszelkich prób, na które zostajemy wystawieni w życiu. Akceptacja: "bądź wola Twoja". Bunt: "dlaczego to mi się przytrafiło?" Dwaj łotrzy wiszący po obu stronach naszego Zbawiciela są doskonałym przykładem obu tych postaw.



Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Through the Year with Fulton J. Sheen", 1985r., str. 177.

środa, 7 listopada 2012

Święta Godzina Adoracji (część 2)

Święta Godzina. Czy [praktykowanie jej] jest trudne? Czasami zdawało się ono być czymś ciężkim; mogło oznaczać rezygnację ze spotkania towarzyskiego lub pobudkę godzinę wcześniej, lecz w ogólnym rozrachunku nigdy nie było to ciężarem, ale radością. Nie chcę przez to powiedzieć, że wszystkie Święte Godziny były budujące, jak na przykład ta jedna w kościele św. Rocha w Paryżu. Wszedłem do kościoła około trzeciej po południu wiedząc, że muszę złapać pociąg do Lourdes dwie godziny później. W ciągu roku zdarza mi się może z dziesięć razy, że udaje mi się usnąć w ciągu dnia; to właśnie był ten dzień. Ukląkłem i odmówiłem modlitwę adoracji, a później usiadłem, aby oddać się rozmyślaniom i natychmiast zasnąłem. Obudziłem się dokładnie godzinę później. Zapytałem Dobrego Pana: "Czy odprawiłem moją Świętą Godzinę"? Wydawało mi się, że Jego anioł odpowiedział: "Właśnie w ten sposób apostołowie spędzili swoją pierwszą Świętą Godzinę w Ogrodzie, lecz więcej tak nie rób".

Przypominam sobie, że raz przytrafiła mi się trudna Święta Godzina, gdy podróżowałem pociągiem z Jerozolimy do Kairu. Pociąg wyruszał o czwartej rano, co oznaczało bardzo wczesną pobudkę. Innym razem w Chicago poprosiłem proboszcza o zgodę na to, by wpuścił mnie do kościoła na Świętą Godzinę około siódmej wieczorem, gdyż kościół był zamknięty. Proboszcz zapomniał później, że mnie wpuścił i spędziłem tam około dwóch godzin szukając sposobu na wydostanie się stamtąd. Wreszcie wyskoczyłem przez małe okienko i wylądowałem w pojemniku na węgiel. Przeraziło to dozorcę, który następnie przyszedł mi z pomocą.

Na początku mojego kapłaństwa odprawiałem Świętą Godzinę w ciągu dnia lub wieczorem. Z upływem lat, gdy stawałem się coraz bardziej zajęty, odprawiałem Świętą Godzinę wczesnym porankiem, z zasady przed Mszą Świętą. Kapłani, podobnie jak inni ludzie, dzielą się na dwie grupy: skowronki i sowy. Niektórzy pracują lepiej o poranku, a inni w nocy. [...]

Celem Świętej Godziny jest zaproszenie do głębokiego osobistego spotkania z Chrystusem. Święty i wspaniały Bóg nieustannie zaprasza nas, abyśmy do Niego przychodzili, żeby z Nim rozmawiać, prosić Go o rzeczy, których potrzebujemy i aby doświadczać, jakim błogosławieństwem jest przyjaźń z Nim. Gdy zostajemy wyświęceni, z początku jest rzeczą prostą oddać się całkowicie Chrystusowi, gdyż Pan napełnia nas Swoją słodyczą, podobnie jak matka daje dziecku cukierek, aby zrobiło pierwszy krok. Euforia nie trwa jednak długo; szybko uczymy się tego, ile kosztuje bycie uczniem, które oznacza pozostawienie sieci, łodzi i biurek. Miesiąc miodowy szybko się kończy i to samo dzieje się z naszym poczuciem własnej ważności, gdy po raz pierwszy słyszymy ów poruszający tytuł "proszę Księdza".

Miłość zmysłowa lub ludzka miłość maleje z czasem, lecz Boża miłość nigdy nie maleje. Ta pierwsza dotyczy ciała, które staje się coraz mniej podatne na bodźce, lecz w porządku łaski, Boża reakcja na drobne, ludzkie akty miłości ulega wzmocnieniu.

Sama wiedza teologiczna lub sama działalność społeczna nie wystarczy, abyśmy trwali w zakochaniu w Chrystusie, jeśli obu tych rzeczy nie poprzedzi osobiste spotkanie z Nim. Gdy Mojżesz ujrzał gorejący krzak na pustyni, nie płonął on dzięki żadnemu paliwu. Płomień, którego nie wznieciło nic widzialnego, płonął nie niszcząc drzewa. Podobnie osobiste oddanie się Chrystusowi nie wypacza żadnego z naszych naturalnych darów, skłonności lub charakteru; odnawia [nas] ono bez zabijania. Podobnie jak drewno staje się ogniem i ogień trwa, tak i my stajemy się Chrystusem, a Chrystus trwa.

Przekonałem się, że złapanie ognia w modlitwie wymaga czasu. Jest to jedna z zalet Świętej Godziny. Nie jest ona na tyle krótka, aby przeszkodzić duszy w osiągnięciu skupienia i w strząśnięciu rozmaitych rozproszeń świata. Przebywanie przed Realną Obecnością przypomina wystawianie się na słońce, aby chłonąć jego promienie. Milczenie w trakcie Świętej Godziny jest spotkaniem sam na sam z Panem. W tych chwilach nie trzeba recytować spisanych modlitw; jest to czas na słuchanie. Nie mówimy: "Słuchaj, Panie, bo sługa Twój mówi", ale "Mów, Panie, bo sługa Twój słucha".

c.d.n.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen", 2008r., str. 198-201.

wtorek, 6 listopada 2012

Święta Godzina Adoracji

W dniu moich święceń kapłańskich powziąłem dwa postanowienia.

1. W każdą sobotę będę ofiarować Mszę Świętą ku czci Najświętszej Maryi Panny, aby wypraszać Jej opiekę nad moim kapłaństwem. List do Hebrajczyków wzywa kapłana, aby składał ofiarę nie tylko za innych, ale także za siebie samego, gdyż jego grzechy są cięższe ze względu na godność jego urzędu.

2. Postanowiłem również spędzać każdego dnia nieprzerwaną Świętą Godzinę w obecności Naszego Pana w Najświętszym Sakramencie.

W trakcie mojego kapłaństwa dotrzymałem obu tych postanowień. Święta Godzina wzięła swój początek ze zwyczaju, który zacząłem praktykować na rok przed moimi święceniami. Wielka kaplica w Seminarium św. Pawła zamykana była o godzinie osiemnastej, lecz prywatne kaplice były wciąż dostępne dla prywatnego nabożeństwa i modlitw wieczornych. Owego szczególnego wieczora, podczas rekreacji, chodziłem tam i z powrotem wzdłuż ścian zamkniętej kaplicy głównej przez prawie godzinę. I wtedy uderzyła mnie myśl - a może by tak zacząć spędzać Świętą Godzinę adoracji w obecności Najświętszego Sakramentu? Zacząłem następnego dnia i odtąd praktykuję ten zwyczaj już grubo ponad 60 lat.

Oto kilka z powodów, dlaczego praktykuję ten zwyczaj i dlaczego zachęcam innych do podjęcia tej praktyki:

Przede wszystkim, Święta Godzina nie jest nabożeństwem; jest ona wzięciem udziału w dziele odkupienia. W Ewangelii św. Jana nasz Zbawiciel użył słów "godzina" i "dzień" w dwóch zupełnie różnych kontekstach. "Dzień" należy do Boga; "godzina" należy do zła. Siedem razy w Ewangelii św. Jana zostało użyte słowo "godzina" i w każdym z tych przypadków odnosi się ono do spraw szatańskich i do chwil, w których Chrystus nie znajduje się w Rękach Ojca, lecz w ludzkich rękach. W Ogrodzie, nasz Pan zestawił ze sobą dwie "godziny" - jedną z nich była godzina zła  "to jest wasza godzina"- przy pomocy której Judasz mógł pogasić światła świata. Nasz Pan zapytał też "Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?" Innymi słowy, poprosił On o godzinę wynagrodzenia, aby pokonać godzinę zła; godzinę ofiarnej łączności z Krzyżem, aby pokonać antymiłość grzechu.



Po drugie, jedyną sytuacją, w której nasz Pan poprosił swych apostołów o cokolwiek, była noc Jego agonii. Nie prosił On ich wszystkich...być może dlatego, że wiedział, iż nie może On liczyć na ich wierność. Lecz przynajmniej oczekiwał, że trzej z nich pozostaną Mu wierni:  Piotr, Jakub i Jan. Jakże często od tamtej chwili w historii Kościoła zło się budziło, a uczniowie spali. To dlatego z Jego udręczonego, samotnego Serca wydobyło się westchnienie: "Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?" Nie prosił On o godzinę aktywności, lecz o godzinę towarzystwa. 

Trzecim powodem, dla którego praktykuję Świętą Godzinę, jest chęć coraz większego wzrastania na Jego podobieństwo. Jak ujmuje to św. Paweł: "coraz bardziej upodabniamy się do Jego obrazu, od chluby do chluby". Stajemy się tacy jak to, na co spoglądamy. Gdy patrzymy na zachód słońca, nasza twarz nabiera złotego blasku. Spoglądanie przez godzinę na Eucharystycznego Pana w tajemniczy sposób przemienia serce, podobnie jak oblicze Mojżesza zostało przemienione po tym, jak spędził czas z Bogiem na górze. Dzieje się z nami coś podobnego do tego, co spotkało uczniów w Emaus. W Niedzielę Wielkanocną po południu, gdy Pan ich spotkał, spytał ich, dlaczego byli tak przygnębieni. Spędziwszy trochę czasu w Jego obecności i usłyszawszy ponownie tajemnicę duchowości: "Syn Człowieczy musi cierpieć, aby wejść do Swojej Chwały" - ich czas z Nim zakończył się, a ich "serca pałały w nich".

c.d.n.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen", 2008r., str. 196-198.