wtorek, 31 lipca 2012

Nie tylko pójść do kościoła w niedzielę

Laikat znajduje się w tym samym miejscu, w którym Ewangelia krzyżuje się ze światem, podobnie jak Krucyfiks, który stał na przecięciu kultury ateńskiej, jerozolimskiej i rzymskiej. Laikat przekracza wszelkie granice. Czyni to on w imię Chrystusa. Gdy widzimy ludzi świeckich przychodzących do kościoła w niedzielę, pytamy, czy naprawdę kochają oni siebie nawzajem? Czy jesteście jednolitymi elementami wspólnoty? Czy zbieracie się [w kościele] tylko po to, aby wypełnić obowiązek, próbując w ten sposób uniknąć grzechu śmiertelnego, czy przychodzicie, aby wzmacniać i karmić życie, którym powinniście się dzielić? Czy szukacie swojego rodzaju samolubnego uświęcenia się, niepomni tego, że nasz Pan powiedział: A za nich Ja poświęcam w ofierze samego Siebie? Czy zamierzacie być tacy jak wszyscy wokół was, z wyjątkiem owego cotygodniowego nawyku chodzenia do kościoła? Gdy inni patrzą na tę grupę wiernych, czy pomyślą: "Powinienem być taki, jak oni. Powinienem mieć ich miłość, ich prawdę i ich wewnętrzny pokój"? Zbyt często jest dokładnie odwrotnie.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

poniedziałek, 30 lipca 2012

Zagrożenia dla osób świeckich

[W przypadku osób świeckich] istnieje dwojakiego rodzaju niebezpieczeństwo. Z jednej strony, chrześcijanie mogą tworzyć swoiste getto twierdząc, że ich aktywność religijna ogranicza się do bycia w Kościele i do zachowywania przykazań. W ten sposób chrześcijanie ci tłoczą się w swojego rodzaju igloo, kompletnie oddzielając wiarę od czynu. Inne ekstremum polega na tym, że stają się oni ludźmi tak światowymi, że zupełnie nie potrafią tego pogodzić z wiarą. W efekcie tego oddzielenia religii od świata kultura "wyzwoliła" się od Chrystusa i stała się kulturą szatańską. Aby laikat zachował swoją skuteczność, niezbędne są trzy rzeczy. Po pierwsze, świeccy muszą pamiętać, że są członkami ludu Bożego, że są społecznością. Po drugie, muszą mieć podstawy wykształcenia teologicznego. Święty Piotr powiedział, że powinni oni umieć uzasadnić wiarę, którą jest w nich. Po trzecie zaś, muszą komunikować się ze światem jako chrześcijanie. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

niedziela, 29 lipca 2012

Obie strony tematu

Kościół jest bardzo mądry, ponieważ zawsze uczy nas obu stron danego tematu. Przez dwadzieścia pięć lat uczyłem filozofii na uniwersytecie i zauważyłem, że każdy, kto uczy na uniwersytecie, zawsze zna obie strony danego zagadnienia. Na przykład wszyscy na katolickim uniwersytecie, na którym wykładałem, znali stanowisko świata współczesnego. W dziedzinie filozofii, na przykład, znaliśmy Marksa, Sartre'a, Heideggera, Jaspersa, Freuda i innym podobnych. Lecz czy myślicie, że na świeckich uczelniach wykładowcy wiedzieli coś o myśli chrześcijańskiej? Znali oni tylko jedną stronę zagadnienia, a nie obie. Weźmy na przykład papieską encyklikę o komunizmie. Pewien komunista powiedział mi kiedyś, że najbardziej klarowne i najdoskonalsze objaśnienie zagadnienia komunizmu znalazł on właśnie w encyklice Ojca Świętego na ten temat. Ojciec Święty poruszył obie strony tematu. Spójrzmy na największe dzieło teologii i filozofii, Summa Theologica świętego Tomasza z Akwinu. Każde zagadnienie, o którym naucza ów wielki umysł, rozpoczyna się od wątpliwości i trudności. A następnie odpowiada on na nie. Znamy obie strony danego zagadnienia. Ci, którzy pozostają poza Kościołem, znają tylko jedną stronę. I często jest to ta niewłaściwa strona. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

sobota, 28 lipca 2012

Miłość, a nie strach

Prawdą jest, że w każdym autorytarnym systemie podstawą posłuszeństwa jest strach. Lecz ponieważ my rozpoczynamy od Osoby Chrystusa, podstawą naszego posłuszeństwa nie jest strach, a miłość. Nie możesz kochać materializmu dialektycznego, lecz możesz kochać osobę. Między naszym Zbawicielem a nami istnieją więzy miłości. Chrystus i papież są nierozłączni. Dlatego nasz Pan nie przekazał Piotrowi władzy nad swoim Kościołem, dopóki ten trzy razy nie powiedział Mu, że Go kocha. Władza w Kościele pochodzi wyłącznie z posłuszeństwa Chrystusowi. Dlatego posłuszeństwo, z jakim my jako katolicy poddajemy się Kościołowi przypomina posłuszeństwo, z jakim poddajemy się najwierniejszemu przyjacielowi. Jest to posłuszeństwo syna wobec kochającego ojca. Nie odczuwamy dystansu między Zbawicielem a nami. I podobnie jak uczeń coraz bardziej przywiązuje się do nauczyciela w miarę chłonięcia prawd, które ów nauczyciel przekazuje, tak i my, im bardziej kochamy Chrystusa i chłoniemy Jego Prawdę, tym bardziej jednoczymy się z Nim. Im bardziej znamy naszego Pana, tym bardziej posłuszni jesteśmy Prawdzie objawianej przez Jego Kościół i tym mniejszy strach odczuwamy. Dlatego Pismo święte mówi: Doskonała Miłość usuwa lęk. Im bardziej rozlewa się Jego Prawda, tym bardziej Go kochamy. 

Arcybiskup Fulton J. Sheen

czwartek, 26 lipca 2012

Nie dogmat, a Osoba

Bycie katolikiem nie jest równoznaczne z prenumeratą systemu dogmatów. Rozpoczynamy od Osoby, Osoby naszego Pana, który trwa w mistycznym ciele Kościoła. Czym jest wiara? Wiara jest spotkaniem dwóch osób. Ciebie i Zbawiciela. Nie chodzi o przywiązanie do abstrakcyjnego dogmatu, lecz o Komunię z Osobą, która nie może oszukać i której nie można oszukać. Dyktatorzy rozpoczynają od dyscypliny partyjnej. My rozpoczynamy od naszego Pana, Syna Boga Żywego, który powiedział "Ja jestem Prawdą". Innymi słowami, prawda została utożsamiona z Jego Osobą. Przypomnij sobie własne dzieciństwo. Czym był dla ciebie dom rodzinny? Czy był on jedynie sumą przykazań głoszonych przez twojego ojca i twoją matkę? Nie, był czymś więcej, nieprawdaż? Był on ich tożsamy z ich miłością. Nasza wiara jest zatem pokładana przede wszystkim w Chrystusie, który żyje w mistycznym ciele Kościoła. Poszczególne dogmaty są kwestią wtórną. Gdyby Chrystus nam ich nie objawił, nie wierzylibyśmy w nie. Gdybyśmy Go utracili, utracilibyśmy nasze dogmaty. To On jest na pierwszym miejscu.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

środa, 25 lipca 2012

Kościół jest Chrystusem

Dla katolika nic w Kościele nie jest godne wiary poza Chrystusem, który w nim mieszka. Gdybyśmy nie wierzyli, że nasz Pan był Bogiem, gdybyśmy twierdzili, że był tylko dobrym człowiekiem, nigdy nie wierzylibyśmy w Eucharystię ani w Trójcę Świętą. Gdybyśmy wierzyli, że Jezus był po prostu istotą ludzką, która obróciła się w proch, nie moglibyśmy wierzyć w odpuszczenie grzechów. Lecz wiemy, że nasz Pan nauczał, rządził i uświęcał poprzez fizyczne ciało, które otrzymał z łona Swej Matki, a teraz wiemy, że w dalszym ciągu naucza On, rządzi i uświęca w mistycznym ciele, które wziął z łona ludzkości. Jego pierwsze ciało pozostawało w cieniu Ducha Świętego; Duch Święty ogarnął Swoim cieniem Jego mistyczne ciało w dniu Pięćdziesiątnicy. Dlatego przyjmujemy każde Jego słowo - nie tylko to, co zapisali Jego sekretarze; otrzymujemy jego żywe słowa, słowa, które żyją poprzez stulecia. Często słyszałeś, jak ludzie mówią: "Nie chcę, aby między mną a Chrystusem stał Kościół" - Kościół nie stoi między tobą a Chrystusem. Kościół jest Chrystusem, albowiem mówić o Kościele, że stoi między Zbawicielem a nami to tak, jakby mówić, że moje ciało stoi między mną a moim niewidzialnym umysłem. Kościół jest tym, co święty Augustyn nazywał Totus Christus - całym Chrystusem - i dlatego Jego prawda żyje przez wieki. Dziękuję Bogu za twoją wiarę, twoją wiarę w osobę Chrystusa, który jest wiecznie współczesny.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

niedziela, 22 lipca 2012

Łańcuch, który prowadzi do Piotra

Historia świętego Piotra to historia człowieka podźwigniętego z upadku: nasz wzór, przykład dla nas. Od Szymona dzieli nas ponad 250 papieży. Są oni ogniwami w wielkim łańcuchu pontyfikalnym. Żaden łańcuch nie jest mocniejszy niż jego najsłabsze ogniwo, a najsłabszym ogniwem w łańcuchu papieży było jego pierwsze ogniwo. Lecz to słabe ogniwo dzierżył w Swoich dłoniach Chrystus. Dlatego papiestwo nigdy nie upadnie.


Gdy pewnego razu nasz Zbawiciel zgromadził wokół Siebie Swoich apostołów, powiedział: szatan domagał się, aby was przesiać jak pszenicę (...) Nasz Pan powiedział: Szatan chciał przesiać was dwunastu jak pszenicę. Modliłem się za ciebie. Czy Chrystus powiedział, że modlił się za dwunastu? Nie: modliłem się za ciebie - za Piotra - abyś, gdy podźwigniesz się z upadku, utwierdzał w wierze swoich braci. Każdy z nas pragnie być obiektem tej modlitwy Chrystusa. Mamy udział w Jego modlitwie tylko w takim stopniu, w jakim jednoczymy się z Piotrem. Nasz Pan modlił się za niego ścierając się z szatanem. I w ten modlitwie za Piotra został umocniony Kościół. Bardzo ważne jest, abyśmy w dzisiejszych czasach pokładali nadzieję w modlitwie Chrystusa za Piotra.

Arcybiskup Fulton J. Sheen


piątek, 20 lipca 2012

Kiedy Bóg powiedział "my"

Inny przykład tego, w jaki sposób Chrystus łączył świętego Piotra ze Sobą, dotyczył płacenia podatku na świątynię. Jest to jedyny moment w Piśmie świętym, w którym Bóg kojarzy istotę ludzką ze Sobą Samym w postaci zaimka osobowego my. Pomyśl tylko, jak dumny byłeś jako dziecko, gdy ojciec być może objął cię ramieniem i powiedział do ciebie: "zrobimy to razem". Gdy przyszło do płacenia podatku na świątynię, nasz Zbawiciel powiedział do Piotra, żeby go uiścił "za Mnie i za siebie". Następnie dodał: "żebyśmy nie dali im powodu do zgorszenia". W ten sposób zjednoczył się z Piotrem. Piotr połączył się z Panem w sposób, w jaki nikt inny nigdy nie może się z Nim połączyć. My - Chrystus i Piotr. Dlatego właśnie papieskie encykliki rozpoczynają się od słowa my

Arcybiskup Fulton J. Sheen


czwartek, 12 lipca 2012

Jaki pasterz, takie owce. Jaki kapłan, taki lud.


Św. Augustyn z Hippony

Jeśli kiedykolwiek żył człowiek, który mógł powiedzieć, że ubóstwiał seks, był nim święty Augustyn. Powiedział on, że nigdy nie mógł on dostrzec różnicy między “pogodnym afektem a czarną pożądliwością”. Opisał on swoją młodość jako „piekielną lubieżność wieku dojrzewania”.

Niewierny ojciec nie dał mu dobrego przykładu, choć dawała mu go świątobliwa matka, Monika. 

W obliczu konfliktu między ciałem a duchem, Augustyn całkowicie poddał się ciału. W roku 371 wziął sobie nałożnicę. Owa nieznana z imienia kobieta dała mu syna o imieniu Adeodat, co oznacza „dany przez Boga”.

Augustyn był słynnym studentem wielkiego uniwersytetu kartagińskiego. Łączył w sobie całkowite oddanie się występkom i nałogom z tak nieprzeciętnymi zdolnościami intelektualnymi, że został prymusem w swojej klasie.

Większość ludzi usprawiedliwia swój tryb życia; zamiast dostosować swe życie do konkretnej filozofii, wymyślają oni filozofię, która ma pasować do ich życia. Augustyn nie był wierny kobiecie, z którą żył i ponieważ musiał usprawiedliwić swój występek, przyjął filozofię manichejczyków, którzy głosili dualną zasadę dobra i zła. 

Konflikt, jaki toczył się w nim między ciałem a duszą, został rozwiązany przez herezję manicheizmu, gdyż pozwalała mu ona wieść rozwiązłe życie bez wzięcia za nie odpowiedzialności. Twierdził on, że zła zasada była w nim tak silna, tak głęboka i intensywna, że dobra zasada nie miała szansy zadziałać.

Przez cały ten czas jego matka, Monika, dniami i nocami roniła łzy nad intelektualnymi i moralnymi błędami swojego syna. Poszła ona do Ambrożego, biskupa Mediolanu, który jej powiedział: „niemożliwe jest, aby syn, za którego wylane zostało tak wiele łez, mógł pójść na zatracenie”.

Monika modliła się, aby jej syn nigdy nie wybrał się do Italii, ponieważ obawiała się, że tam wpadnie on w towarzystwo jeszcze bardziej diabelskie niż to z Afryki Północnej. Zdawało się, że jej modlitwy nie zostały wysłuchane, lecz zarazem zostały one wysłuchane w tajemniczy sposób. 

W roku 384 Augustyn powiedział matce, aby poszła do kościoła p.w. św. Cypriana Męczennika, podczas gdy on pójdzie odwiedzić przyjaciół. Owej nocy wykradł się z Afryki i wbrew woli matki udał się do Rzymu. Jego sława jako mówcy i retoryka wyprzedzała go i został on uznany za jednego z najbardziej uczonych mężów swojej epoki.

Gdy Augustyn pojechał do Mediolanu, aby wstawiać się za odnową pogaństwa w tym mieście, usłyszał o wiedzy i zdolnościach oratorskich Ambrożego, biskupa. Wiele dni przesiedział pod amboną, pełen szacunku dla Ambrożego. Póżniej spędził w jego towarzystwie wiele godzin, dyskutując na tematy filozoficzne. Wypożyczył też z biblioteki Ambrożego wiele manuskryptów, aby je przestudiować. 

Przez cały ten czas okowy nałogu były wciąż bardzo silne w Augustynie, a jego cielesna natura stawiała opór jego duchowemu odrodzeniu. W 386r. spotkał Pontycjana, który opowiedział mu historię Świętego Antoniego Pustelnika. Święty Antoni spędził ponad 70 lat na pustyni.

Usłyszawszy tę historię, Augustyn powiedział: Manicheusz jest oszustem. Wszechmogący mnie wzywa. Chrystus jest jedyną Drogą, a święty Paweł jest mym przewodnikiem. 

Jeśli Antoni mógł odnieść zwycięstwo nad libido i seksem, dlaczego ja bym nie mógł – spytał Augustyn samego siebie.

Augustyn pragnął zostać sam i poszedł do ogrodu. Tam został poddany sporowi między jego dawnym ego i nowym, które właśnie się rodziło. Rzucając się do stóp rozłożystego drzewa figowego i zapłakał gorącymi i gorzkimi łzami, które obmyły jego duszę. Wykrzyknął:

"Kiedyż osiągnę zbawienie, kiedyż zrzucę me kajdany? Może jutro lub pojutrze? Dlaczegóżby nie w tej chwili?”

 Nagle zdał sobie sprawę, że słyszy głos dziecka, dziewczynki lub chłopca, które przemawiało z sąsiedniego domu. „Podnieś i czytaj” – rzekł słodki głos. 

Augustyn pospieszył do pokoju. Znalazł tam kopię listów świętego Pawła, o których wspominał Pontycjan. Chwytając je i otwierając na chybił-trafił, zatrzymał wzrok na słowach św. Pawła do Rzymian (13:13):

„Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości”

W tamtej chwili wszystkie namiętności ciała, które zdawały mu się nie do przezwyciężenia przez ostatnie szesnaście lat, zostały unicestwione.

Augustyn wykrzyknął z głębokim żalem:

“Zbyt późno Cię pokochałem, Piękno Odwieczne.”

W Wielki Czwartek, który przypadł na dzień 22 kwietnia roku Pańskiego 387, Augustyn głośno wyrecytował Credo wobec zgromadzonych wiernych. Pościł aż do Wielkiej Soboty,a  wieczorem poszedł do bazyliki, w której Biskup Ambroży odprawił nad nim ostatni egzorcyzm, uczynił znak Krzyża na jego czole i piersi i wylał nań wody Chrztu św. 

Następnie, zgodnie ze zwyczajem przyjętym tylko w mediolańskim kościele, Ambroży upadł na kolana i umył stopy Augustynowi. Ci dwaj święci złączyli się być może po raz ostatni na ziemi. Starszy ukorzył się przed młodszym, słynniejszy przed bardziej nieznanym. 

Adeodat, syn zrodzony z jego grzechu, otrzymał chrzest w tym samym czasie. Bezimienna kobieta, z którą żył Augustyn, matka Adeodata, powróciła do Kartaginy i spędziła pozostały jej czas na pokucie.

Jednym ze skutków nawrócenia Augustyna był powrót do jowialności i głęboki sens wewnętrznego pokoju. Miał ponadto miejsce wielki wzrost jego płodności literackiej. W latach 380-386, przed jego nawróceniem, nie napisał ani jednej strony. Obecnie, w krótkim czasie powstały kolejno cztery krótkie książki.

W 397r., 12 lat po jego nawróceniu, Augustyn napisał swoje Wyznania, największą duchową autobiografię, jaka kiedykolwiek powstała. Jest to dzieło nauczyciela, który wyjaśnia, filozofa, który myśli i teologa, który naucza. Jest to dzieło poety, który w swojej twórczości osiąga czyste piękno i mistyk, który czyni dziękczynienie za to, że znalazł pokój.

“Późno Cię pokochałem, Piękności tak dawna, a tak nowa, późno Cię pokochałem! A oto Ty byłaś wewnątrz, a ja byłem na zewnątrz; tam Cię szukałem i lgnąłem w mojej brzydocie ku pięknym rzeczom stworzonym przez Ciebie. Byłaś ze mną, a ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie te rzeczy, które nie istniałyby, gdyby nie były w Tobie. Zawołałaś, wezwałaś i przerwałaś moją głuchotę. Zabłysnęłaś, zajaśniałaś i usunęłaś moją ślepotę. Rozlałaś woń, odetchnąłem i oto wzdycham ku Tobie. Skosztowałem i oto łaknę i pragnę. Dotknęłaś mnie i zapłonąłem tęsknotą za Twoim pokojem."(Wyznania 10,27).

Żaden z Freudów, Jungów lub Adlerów naszego dwudziestego stulecia nie przeszył świadomego i nieświadomego umysłu rapierem tak ostrym jak rapier Augustyna. Żaden człowiek nie może powiedzieć, że zrozumiał samego siebie, nie przeczytawszy Wyznań świętego Augustyna.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

wtorek, 10 lipca 2012

Pierwsza myśl Stwórcy

Gdy analizujemy historię objawioną w Piśmie Świętym, przekonujemy się, że Bóg zawsze poszukiwał człowieka. To nie człowiek oddaje się poszukiwaniom Boga. Oczywiście człowiek szuka Boga, ale nie z tą samą intensywnością, z jaką Bóg szuka człowieka. Pomyślmy o tym, jak wiele miejsca myśl o człowieka i miłość do człowieka zajmują w umyśle i sercu Boga. Jaki jest pierwszy przebłysk myśli, którą możemy znaleźć w Piśmie Świętym? Nie chodzi o pierwszy opis Boga, który stwarza świat, lecz o pierwszą refleksję, jaką miał na temat samego Siebie i w Sobie. 

Można by pomyśleć, że Jego pierwsza myśl dotyczyła Jego życia i Jego prawdy oraz Jego miłości, lecz nie jest to pierwsza myśl, jaką znajdujemy w Piśmie Świętym. Otwórzcie Księgę Rodzaju, a przekonacie się. Pierwsza myśl Boga dotycząca Jego samego brzmiała: "Uczyńmy człowieka". Pomyślcie o tym: brzmi to, jak gdyby Bóg nie mógł istnieć bez człowieka. Bóg nie potrzebuje człowieka, aby dopełnić Siebie, aby zaspokoić potrzebę, lecz potrzebuje go jako swojego rodzaju daru. Oznacza to innymi słowy: Bóg musiał mieć kogoś, komu mógłby objawić Swą miłość. Dlatego, pierwszy monolog, na jaki napotykamy w Piśmie Świętym, jest monologiem Boga, który rozmyśla o człowieku.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Czym jest ateizm?

Ateizm nie jest doktryną, jest on okrzykiem gniewu. Istnieją dwa rodzaje ateistów. Istnieją prości ludzie, którzy liznęli odrobinę wiedzy i stwierdzili, że prawdopodobnie Boga nie ma. Drugi typ ateisty można nazwać typem wojującym, reprezentują go na przykład komuniści. Nie zaprzeczają oni istnieniu Boga, lecz rzucają mu wyzwanie. To właśnie realność Boga ratuje ich przed popadnięciem w obłęd. To właśnie realność Boga daje im obiekt, wobec którego mogą oni dać upust swojej nienawiści.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

niedziela, 8 lipca 2012

Rola dzieci


Nic na świecie nie odmienia tak dalece żony i męża jak narodziny dziecka. Gdy matka rozchyla wrota swojego ciała, współdziała ona z tym, który staje się obecnie ziemskim ojcem, lecz również z Tym, który od zawsze był Ojcem Niebieskim. Jako biologiczna latorośl, każde dziecko ma ojca, lecz jako osoba stworzona na Boskie Podobieństwo, dziecko ma również Boskiego Ojca. 

Dziecko, będąc zrodzonym z ciała matki, jest od niej zależne, lecz – aby podkreślić niezależność, którą nabędzie ono jako osoba oraz jego prawo, aby wieść własne życie, odrębnie od ojca i matki, nadaje mu się jego własne imię.

Istnieje kilka przyczyn, dla których dziecko aż dokonuje takiej rewolucji w relacjach między mężem i żoną. Po pierwsze, dziecko symbolizuje zwycięstwo miłości nad nienasyconymi ego obojga. Przyjemność, zamiast być celem, staje się środkiem. Ego obojga rodziców, które uprzednio dążyło do rozżarzenia się w płomieniach współmałżonka, aby w końcu obumrzeć w jego popiołach, teraz wykorzystuje ich wspólny ogień, aby wzniecić pochodnię, dzięki której ich własne płomienie płonąć będą jeszcze silniejszym światłem. 

Niegdyś ich ego szukało własnego celu, teraz zaczyna żyć dla innych. Drobne ofiary, jakie mąż i żona czynili wobec siebie nawzajem, przekształciły się obecnie w najwyższy dar z ich samych dla ich latorośli. Ofiary te czynione są ze skruszonej słodkości ich własnych serc.

Rodzice czują obecnie, że miłość ich dusz, wyraziwszy się w jedności ciała, otrzymała ponadto niebiańską funkcję. Znika poczucie znużenia i nasycenia, podobnie jak znika ono w artyście, który dokończył tworzenie arcydzieła. Niegdyś ciało było nośnikiem duszy, lecz wobec zrodzenia nowego życia, to dusza staje się nośnikiem ciała.

Dzieci odgrywają również inną rolę. Każde dziecko jest znakiem i obietnicą ludzkiej wolności. Mimo rozprzestrzeniania się totalitaryzmu i komunizmu w świecie, każde dziecko jest maleńką wyspą rodzącej się wolności, rewoltą przeciwko tyranii, oporem stawianym cywilizacji masowej, odnowioną Deklaracją Niepodległości. Wraz z każdym nowym życiem powstaje nowy obszar wolności. „Tam, gdzie jest duch, jest i wolność.” W piersi każdego niemowlęcia trzepocze dusza będąca odznaką ludzkiej wolności!

Najprawdziwszych obrońców wolności na świecie znaleźć można w rodzinnym domu. Dzieci są tak dalece wolne, że nie można zadecydować o dokładnym czasie ich narodzin ani o ich płci – w swym buncie wolności udaremniają one najbardziej skrupulatne z ludzkich kalkulacji. Podobnie jak miłość, która spowodowała ich przyjście na świat, są one wolne niczym tworzenie poematu. Oto nowość w swoim najlepszym wydaniu; w dzieciach uchylane są wszelkie konwenanse śmierci, oto młodość w starzejącym się, sędziwym świecie, oto obietnica nowego człowieka, który będzie wzrastał w wieku, łasce i mądrości przed Bogiem i ludźmi!

Tajemnicą wolności nie jest zrzucanie kajdan celu i przeznaczenia małżeństwa. Wolność żąda czujności, a nawet ofiary – wymaga ona wyrzeczenia się ego dla dobra drugiej osoby, postanowienia, aby zasiać ziarna i pozwolić im wzrastać, miast wyrywać je z korzeniami. Wolność nie tkwi w pozwoleniu, lecz we wzroście nowych centrów wolności, którymi są dzieci. Za każdym razem, gdy dziecko przychodzi na świat, Bóg szepcze tajemnicę; dodaje On do wszechświata nowy wymiar nieśmiertelności; zbliża On do siebie serca męża i żony, gdy spoglądają oni na tę nową, przedziwną, wzajemną nadzieję, która przyszła do nich od Stwórcy.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: Artykuł w “Ottawa Citizen”, 22.10.1955r.

piątek, 6 lipca 2012

Maryja i muzułmanie


Islam jest jedyną wielką postchrześcijańską religią świata. Ponieważ jego początki przypadają na siódmy wiek, za życia Mahometa, było możliwe zaadaptowanie przezeń pewnych elementów Chrześcijaństwa i Judaizmu.

Islam przyjął doktrynę jedności Boga, Jego Majestatu i Jego Siły Stwórczej i wykorzystał ją jako podstawę dla nieuznawania Chrystusa, Syna Bożego.

Fałszywie interpretując pojęcie Świętej Trójcy, Mahomet uczynił Chrystusa zaledwie prorokiem.
Kościół Katolicki w całej Afryce Północnej został praktycznie zniszczony przez hordy muzułmańskie i obecnie (ok. 1950r.) muzułmanie zaczynają na nowo szykować się do walki.

Jeśli Islam jest herezją, jak twierdzi Hilaire Belloc, jest to jedyna herezja, która nigdy nie podupadła, zarówno w sferze liczebności, jak i co do religijności jej wyznawców.

Misjonarskie wysiłki Kościoła wobec tej grupy zawsze, przynajmniej pobieżnie rzecz ujmując, kończyły się niepowodzeniem, ponieważ muzułmanie zwykle nie są podatni na nawrócenie. Powodem jest to, że dla wyznawcy Mahometa stać się chrześcijaninem jest tym, czym dla chrześcijanina byłoby stać się żydem. Muzułmanie wierzą, że są w posiadaniu ostatniego, definitywnego objawienia Boga dla świata i że Chrystus był tylko prorokiem głoszącym przyjście Mahometa, ostatniego z prawdziwych proroków Boga.

Dzisiaj (1950r.) nienawiść krajów muzułmańskich wobec Zachodu staje się nienawiścią wobec samego chrześcijaństwa. Mimo iż rządzący państwami wciąż nie biorą tego pod uwagę, istnieje olbrzymie niebezpieczeństwo, że doczesna siła islamu może powrócić, a wraz z nią groźba tego, że zmiecie on Zachód, który przestał być chrześcijański i że islam utwierdzi się jako wielkie antychrześcijańskie mocarstwo światowe

Jestem święcie przekonany, że obawy, jakie wiele osób żywi wobec islamu, nie znajdą potwierdzenia i że islam nawróci się w końcu na chrześcijaństwo – stanie się to w sposób, którego nie przewidują nawet niektórzy z naszych misjonarzy.

Jestem przekonany, że stanie się to nie poprzez bezpośrednie głoszenie chrześcijańskiej nauki, lecz poprzez wezwanie muzułmanów do oddawania czci Matce Boga.

Oto moja linia argumentacji:

Koran, który jest biblią muzułmanów, zawiera wiele ustępów dotyczących Najświętszej Dziewicy. Po pierwsze Koran wierzy w Jej Niepokalane Poczęcie i w Jej Dziewicze Narodzenie. Trzecia sura Koranu lokuje historię rodziny Maryi w genealogii, która wywodzi się od Abrahama, Noego i Adama. Gdy porówna się koraniczny opis narodzin Maryi z apokryficzną ewangelią o Jej narodzinach, można się pokusić o stwierdzenie, że Mahomet w dużej mierze korzystał z tej ostatniej.

Obie księgi opisują podeszły wiek i ostateczną niepłodność Anny, matki Maryi. Jednakże gdy Anna poczęła, matka Maryi mówi według Koranu: „O Panie, zawierzam i poświęcam Ci to, co już jest we mnie. Przyjmij to ode mnie”.

Po przyjściu na świat Maryi, jej matka Anna mówi: “I poświęcam Ją z całym Jej potomstwem pod Twoją opiekę, o Panie przeciwko Szatanowi!”

W Koranie znajdujemy też wersy o Zwiastowaniu, Nawiedzeniu i Narodzeniu. Aniołowie przedstawieni są gdy towarzyszą Najświętszej Matce i mówią: „O Maryjo, Bóg wybrał Cię i oczyścił i wyniósł Cię ponad wszystkie kobiety na ziemi.”

W dziewiętnastej surze Koranu znajdujemy czterdzieści jeden wersetów o Jezusie i Maryi. Znajduje się tam tak silna obrona dziewictwa Maryi, że Koran w czwartej księdze przypisuje potępienie Żydów ich potwornym oszczerstwom przeciw Maryi Dziewicy.

Maryja jest zatem dla muzułmanów prawdziwą 'Sayyida, czyli Panią. Jej jedyną ewentualną poważną rywalką w ich wyznaniu wiary mogłaby być Fatima, córka samego Mahometa. Jednakże po śmierci Fatimy Mahomet napisał: “Będziesz najbardziej błogosłowioną spośród kobiet w Raju, po Maryi.”

W jednym z wartiantów tekstu, w usta Fatimy wkłada się słowa: “Przewyższę wszystkie kobiety, z wyjątkiem Maryi.”

Prowadzi nas to do drugiego punktu mojej argumentacji, mianowicie do wyjaśnienia, dlaczego Najświętsza Matka w XX wieku wybrała na miejsce Swojego objawienia małą, nieistotną wioskę Fatima, aby odtąd przyszłe pokolenia znały ją jako “Matkę Boską z Fatimy”.



Cokolwiek dzieje się ze zrządzenia Nieba, dba ono o to, aby wszystkie szczegóły zostały dopracowane z najwyższą finezją. Wierzę, że Najświętsza Dziewica wybrała sobie miano „Matki Boskiej z Fatimy” jako obietnicę i znak nadziei dla ludów muzułmańskich i jako zapewnienie, że ci, którzy okazują jej tak wiele szacunku, pewnego dnia przyjmą również Jej Boskiego Syna.

Dowód na potwierdzenie tej tezy znaleźć można w historycznym fakcie wielowiekowej okupacji Portugalii przez muzułmanów. Gdy zostali wreszcie z niej wyparci, muzułmanami dowodził ostatni wódz, który miał piękną córkę o imieniu Fatima.

Zakochał się w niej katolicki chłopak, ona odwzajemniła jego miłość i nie tylko pozostała w Portugalii, gdy muzułmanie odeszli, lecz przyjęła również wiarę katolicką. Jej młody mąż był w niej tak zakochany, że przemianował miasto w którym mieszkali; odtąd nosiło ono nazwę Fatima. Tak więc miejsce, w którym Najświętsza Matka objawiła się w 1917r., historycznie wiąże się z Fatimą, córką Mahometa.

Ostatecznym dowodem na związki Fatimy z muzułmanami jest entuzjastyczne przyjęcie pielgrzymującej statuy Matki Boskiej Fatimskiej przez muzułmanów w Afryce i w Indiach. Muzułmanie uczestniczyli w katolickich nabożeństwach ku czci Matki Boskiej, brali udział w procesjach, a nawet w modlitwach przed ich własnymi meczetami; a w Mozambiku muzułmanie przyjęli chrześcijaństwo, gdy tylko została tam postawiona figura Matki Bożej Fatimskiej.

W przyszłości misjonarze przekonają się, że ich apostolat wśród muzułmanów odniesie sukces w takim stopniu, w jakim będą oni nauczać o Matce Boskiej z Fatimy. Ponieważ muzułmanie mają nabożeństwo do Maryi, nasi misjonarze powinni zadowolić się rozszerzaniem i rozwijaniem tego nabożeństwa, zdając sobie w pełni sprawę z tego, że Najświętsza Maryja Panna osobiście doprowadzi muzułmanów do Jej Boskiego Syna.

Podobnie jak ci, którzy tracą nabożeństwo do Niej, tracą wiarę w Boskość Chrystusa, tak ci, którzy pogłębiają to nabożeństwo, stopniowo zdobywają tę wiarę.


Arcybiskup Fulton J. Sheen


Źródło: "The World's First Love", 1952r., strona nieznana.

czwartek, 5 lipca 2012

Poświęcanie się dla innych


Dziś opowiem wam o Bogu. Bóg uczynił Siebie samego niczym. Ponadto przyjął On naturę niewolnika. A co robi niewolnik? Robi on dwie rzeczy: wykonuje brudną pracę, wykonuje on też ciężką pracę.

Nasz Najświętszy Pan, który zawsze był Bogiem, stał się człowiekiem. Oznaczało to, że pozbawił On siebie Swojej chwały. Dlaczego przyjął On na Siebie naszą naturę? Aby nikt nigdy nie mógł powiedzieć, że Bóg nie wie, co to znaczy cierpieć. Ponadto, pokonawszy cierpienie w Zmartwychwstaniu, dał On nam przykład cierpliwości w godzinie próby. 

Jesteśmy Bogu winni dług, którego nie możemy spłacić. Nasz Pan przyjął na Siebie śmierć jako karę. I jakże możemy wyjaśnić to, że Niewinność bierze na Siebie nasze grzechy?

Weźmy na przykład Drogę Birmańską w czasie II wojny światowej. Wielu Japończyków trzymało więźniów i pod koniec dnia pracy, Japończycy zauważyli, że brakuje łopaty. Ogłosili oni, że jeśli w ciągu pięciu minut łopata nie zostanie zwrócona, dziesięciu mężczyzn zostanie rozstrzelanych.

Po upływie trzech minut nikt wciąż nie przyznawał się do winy.

Wtedy z szeregu wystąpił pewien człowiek i został pobity na śmierć. Gdy wrócili do obozu, znaleźli wszystkie łopaty. Ów więzień, niewinny człowiek, wziął winę na siebie. Wziął on na siebie oskarżenie o kradzież, jak gdyby był on jej winien, aby ocalić innych.

Właśnie to uczynił nasz Najświętszy Pan na krzyżu. Dlatego właśnie krzyż jest tak ważny w naszym życiu.

Bardzo często musimy brać na siebie winę innych. Do każdej duszy na świecie przyczepiona jest metka z ceną. Niektóre dusze są tanie, inne są bardzo kosztowne. Ponadto, musimy znosić ich ciężar, modlić się za nie i poświęcać się za nie.  

Pamiętam, jak kiedyś słuchałem spowiedzi w wigilię pierwszego piątku miesiąca.W  konfesjonale uklękła młoda kobieta i powiedziała.

„Nie chcę przystąpić do spowiedzi. Chcę tylko zabić czas.”

Spytałem: „Jak dużo czasu pragniesz zabić?”

„Około pięciu minut”

„Kogo chcesz oszukać oprócz Pana Boga?

“Moją matkę. Myśli ona, że poszłam do spowiedzi.”

“Boisz się?”

“Tak” – odpowiedziała.

„Mógłbym cię wyspowiadać, gdybym zobaczył twoją twarz”.

„Taki jesteś mądry?” – powiedziała.

Odsunąłem kratkę, która nas oddzielała od siebie, zapaliłem światło i spojrzałem na dziewczynę.

“Jesteś prostytutką.”

“Zgadza się, to jest moje życie, lecz to nie wszystko. Jest coś jeszcze, coś o wiele bardziej poważnego.”

Prosiłem i błagałem ją, aby wyznała swoje grzechy, lecz bez skutku. Poprosiłem ją, aby wstała i uklękła przy balaskach na kilka minut. Powiedziała: „Zastanowię się nad tym.”

Spotkałem ją na progu kościoła i poprosiłem ją raz jeszcze. Odpowiedziała: „Za pół godziny powiem księdzu, o co chodzi, a potem sobie pójdę.”

Po pół godzinie powiedziała mi, co to było.

„Zawarłam pakt z diabłem. Jestem śmiertelnie przerażona.” Potem uciekła.

Tamtego wieczora słuchałem spowiedzi i prosiłem każdego penitenta, aby odmówił różaniec w intencji nawrócenia pewnego grzesznika. Jeden z penitentów odmówił. Zastanawiające jest, jak można odmówić takiej prośbie. Gdy skończyłem słuchać spowiedzi, była godzina dziewiąta wieczorem. Ukląkłem przy balaskach i modliłem się za tę dziewczynę. Godzina dziewiąta, dziesiąta, jedenasta, północ. Wtedy usłyszałem, jak drzwi kościoła się otwierają.

Była to owa dziewczyna. Wróciłem do konfesjonału. Wówczas ona przystąpiła do spowiedzi.

Był to przykład przeniesienia czyjejś winy na inne osoby. Dlatego tak ważna jest modlitwa i ofiarowanie się za innych, szczególnie dla tych, którzy upadli moralnie i duchowo.

Podobnie jak chmury przechwytują wilgoć od morza i przenoszą ją ponad górskimi szczytami i spuszczają ją na jałową ziemię, tak i nasze modlitwy oraz nasze ofiary przenoszone są przez Ducha Świętego i spuszczane na inne dusze, które tych modlitw i ofiar potrzebują.

W ten sposób dzieło zbawienia jest kontynuowane.

Arcybiskup Fulton J. Sheen