czwartek, 19 stycznia 2012

Bóg w jakiś sposób przedostaje się do naszych dusz.

Nie tak dawno temu w Rosji odgrywano sztukę pt. "Chrystus w szlafroku". Na scenie znajdowała się atrapa ołtarza, na której stały butelki wódki, a wokół pełno było pijanych księży i zakonnic. Jeden z aktorów o nazwisku Rostowicz wyszedł na scene, aby wyśmiać Osiem Błogosławieństw. Zaczął czytać: "Błogosławieni ubodzy, błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią, błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą". I dalej czytał Ewangelię według św. Mateusza. Na końcu powiedział: "Wierzę". Był to koniec przedstawienia, którego nigdy później nie wystawiono już ponownie. Nikt nie wie, co się stało z Rostowiczem.

W głowach wszystkich z nas znajdują się dziury, przez które łaska Boża może przedostać się do środka.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

środa, 18 stycznia 2012

O tym, jak nauczyłem się być posłusznym

Po święceniach kapłańskich spędziłem dwa lata w Waszyngtonie na studiach, a następnie 5 lat za granicą. Gdy zakończyłem naukę, wysłałem mojemu biskupowi dwa listy. Jeden z nich zapraszał mnie do utworzenia szkoły filozofii scholastycznej na Uniwersytecie Columbia. Drugi z listów zawierał zaproszenie do Oksfordu, gdzie, wraz z ks. Ronaldem Knoxem miałem współtworzyć pierwszy katolicki wydział od czasów reformacji. Wysłałem oba listy biskupowi i zapytałem: "Które zaproszenie mam przyjąć?".  Jego odpowiedź brzmiała: "Wracaj do domu". Wysłał mnie do najgorszej parafii w naszej diecezji i mianował mnie wikarym. Był to prawdziwy dopust Boży. Tylko 20% parafian władało językiem angielskim. Żadna z ulic nie była wyłożona chodnikiem. Powiedziałem: "W porządku. To jest to. Tego chce ode mnie Chrystus". Byłem całkowicie zadowolony. Po roku zadzwonił do mnie biskup i powiedział: "Pojedziesz do Waszyngtonu i obejmiesz profesurę na tamtejszym Uniwersytecie Katolickim. Obiecałem im trzy lata temu, że im ciebie przyślę".
Spytałem: "Dlaczego zatem Ekscelencja nie wysłał mnie tam, gdy wróciłem do domu?"
Odpowiedział: "Chciałem tylko sprawdzić, czy będziesz posłuszny. A teraz już biegnij" - i od tego czasu wciąż biegnę.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

wtorek, 17 stycznia 2012

O tym, jak zawiodłem w miłości

Opowiem wam o tym, jak raz upadłem. Upadałem wiele razy, lecz ten przypadek był szczególnie istotny. Odwiedzałem trędowatych w miejscowości Biluba, w Afryce. Miałem ze sobą 500 srebrnych krucyfiksów wysokich na ok. 2 cale. Zamierzałem wręczyć po krucyfiksie każdemu z trędowatych. Pierwszemu, który do mnie podszedł, choroba wyżarła lewe ramię. Podniósł do góry kikut; wokół niego owinięty był różaniec. Wyciągnął do mnie swą prawą dłoń - była to najbardziej odrażająca, cuchnąca, najbardziej wstrętna masa rozkładającego się ciała, jaką kiedykolwiek widziałem. Uniosłem krucyfiks ponad jego dłoń i upuściłem go. Został on pochłonięty przez ten wulkan trądu. I nagle okazało się, że w obozie tym było 501 trędowatych, a ja byłem tym 501-wszym. Albowiem wziąłem ów symbol, w którym Bóg utożsamił się z człowiekiem i odmówiłem utożsamienia się z kimś, kto wewnętrznie był tysiąc razy lepszy ode mnie. Wtedy zdałem sobie sprawę z okropnej rzeczy, jaką uczyniłem. Zanurzyłem moje palce w dłoni tego człowieka, wyciągnąłem krucyfiks i wręczyłem mu go, czyniąc podobnie z pozostałymi trędowatymi. Od tego czasu nauczyłem się kochać ich przez dotyk, zgodnie z zasadą wcielenia.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

niedziela, 8 stycznia 2012

Czy Bóg popełnił błąd?

Gdy czytamy Ewangelię, w szczególności pierwszą część historii ewangelicznej, czasem wydaje nam się, że Chrystus uczynił błąd wybierając świętego Piotra. Święty Piotr był porywczy, tchórzliwy - czynił obietnice, których później nie mógł dotrzymać i wcale tego nie zamierzał, a nawet zaparł się naszgo Pana. Jednakże Pan nigdy nie powiedział mu: "Mówiłem ci. Mówiłem ci, że upadniesz". Nigdy tego nie zrobił. Nasz Pan okazał cierpliwość wobec Piotra i Piotr został świętym. Nasz Pan nie popełnił błędu. I nie popełnił On błędu wybierając któregokolwiek z nas. Wiedział, jacy będziemy, wiedział, jacy się staniemy. Być może nie wszyscy z nas stali się takimi, jakimi chciałby On nas widzieć, lecz wiedział On, że świętość jest w nas. Słowa, które Chrystus wyrzekł do świętego Piotra w tydzień po Zmartwychwstaniu, kieruje On również do nas: "Szymonie, synu Jana, czy mnie kochasz? Czy mnie kochasz? Czy mnie kochasz?". Odpowiedź na to pytanie przychodzi w ciszy.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

czwartek, 5 stycznia 2012

Czy powinniśmy zejść z Krzyża?

Dwóch złodziei zostało ukrzyżowanych po obu stronach Chrystusa. Obaj przeklinali i bluźnili; z początku nie było między nimi żadnej różnicy. Pierwszy z nich, łotr, który wisiał po lewej stronie, symbolizuje ból tych, którzy mówią: "Zdejmij mnie na dół, na ziemię". Łotr po prawicy chciał być wzięty do góry, do Nieba. Ten po lewej stronie obrócił swą głowę tak jak mógł najbardziej i powiedział: "Jeśli jesteś synem Boga, uratuj się, uratuj nas". Wielu dzisiejszych ludzi myśli, że to jest istota Chrześcijaństwa - uzdrowienie. Nasz Pan uzdrawia, lecz nie zawsze. Nie będzie całkowitego uzdrowienia, dopóki nie odnowi się cały wszechświat. Nasz Pan nie uzdrowił Łazarza; pozwolił mu umrzeć. Nasz Pan nie uwolnił Jana Chrzciciela z więzienia. Bóg czasem uzdrawia. Uzdrowienie nie jest jednak istotą Jego przyjścia. Jednakże było to wszystko, czego domagał się łotr po lewicy Pana - po prostu być uzdrowionym. Gdyby żył w dzisiejszych czasach, prawdopodobnie nigdy nie pomyślałby on o grzechu. Gdyby miał pieniądze, wydałby tysiące dolarów na psychoterapię. Lecz myśl o grzechu nigdy nie postałaby w jego głowie - a jedynie pragnienie, aby być zdjętym z krzyża.


Arcybiskup Fulton J. Sheen