sobota, 26 maja 2012

Gdzie się podziało piekło?

Dawniej wierzyliśmy, że, tak jak nauczał Chrystus, istnieje niebo dla tych, którzy czynią dobro, piekło dla tych, którzy czynią zło i ziemia, która jest miejscem, w którym spędzamy okres próbny. Zaprzeczyliśmy istnieniu nieba, piekła i ziemi i to z różnych powodów. Stwierdziliśmy, że wizja ta ma posmak jakiegoś świata, którego nie da się uzasadnić naukowo. Lecz gdy zaprzeczyliśmy istnieniu piekła, nie znikło ono. Gdzie się zatem podziało? Przeniosło się do wnętrza ludzkich serc. Ludzkie piekło, ze wszystkimi swoimi formami szaleństwa psychicznego, zaczęło się tam rozrastać. Musieliśmy szukać sposobów na wyzwolenie się od tych palących płomieni. Nic dziwnego, że Makbet pytał [lekarza] o swoją żonę:

"Wylecz ją z tego! Nie jesteśli zdolnym 
Poradzić chorym na duszy? Głęboko
Zakorzeniony smutek wyrwać z myśli?
Wygnać zalęgłe w mózgu niepokoje?
I antydotem zapomnienia wyprzeć
Z uciśnionego łona ten tłok, który
Przygniata serce?"

Dlatego właśnie musieliśmy zacząć szukać wszelkich sposobów na osiągnięcie ulgi psychicznej, łącznie z zagłuszaniem sumienia, gdyż piekło zagnieździło się wewnątrz naszych serc i nie mogliśmy już znieść tego piekła. Co zrobiliśmy z piekłem w ciągu ostatnich dziesięciu lub piętnastu lat? Zamieniliśmy je na bomby nuklearne. Filmy wzięły na siebie rolę interpretatorów, tak aby przedstawiane w nich katastrofy, wyroki sądowe, drapacze chmur przemieniające się w inferna, wraki, tragedie, wydarzenia apokaliptyczne i wszystkie temu podobne, okropne zakończenia absorbowały umysły, pozwalając im zapomnieć o kłębowisku węży wijących się w naszych nocnych koszmarach. Ale węży nie da się w ten sposób uspokoić.

Arcybiskup Fulton J. Sheen