30 kwietnia 2012

O częstej spowiedzi (część 2)



Czasami, nie zawsze, lecz czasem możemy zamaskować brak indywidualnej sprawiedliwości przez wielką miłość sprawiedliwości społecznej. Pozwólcie, że to wyjaśnię.

Czy pamiętacie, jak Judasz przyszedł na przyjęcie do domu Szymona? Weszła pewna kobieta i wylała drogocenne olejki na stopy naszego Zbawiciela. Judasz zapytał:

"Po cóż to marnotrawstwo? Dlaczego nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?"

Cóż, możemy sobie wyobrazić Judasza, który zaatakował naszego Zbawiciela mówiąc na przykład:



 "Słyszałem, jak na Górze Błogosławieństw mówiłeś: błogosławieni ubodzy – gdzie jest teraz Twoja miłość ubogich? Czy zapomniałeś już o tych wszystkich biedakach żyjących w lepiankach przy drodze między Jerycho a Jerozolimą? Przypomnij sobie te dni, gdy przechodziliśmy przez Jerozolimę; czy nie obchodzą Cię ci ubodzy? Spójrz na te skromne chatki rybackie tutaj, w Kafarnaum? Gdzie się podziała Twoja miłość ubogich?
Nasz Pan odrzekł:

"Judaszu, ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie."

Czy Judasza obchodzili biedacy? Nie, on okradał kasę apostołów i w ten sposób próbował to zamaskować.

Gdy tłumimy naszą winę, pozostaje ona z nami na zawsze, chyba, że zostanie wybaczona.
Gdy zostanie wybaczona, ulega całkowitemu wymazaniu.

Jak mamy to zrobić, jak, poprzez miłosierdzie Boże i pełnię wiary, nasze grzechy zostają wybaczone? Poprzez Spowiedź świętą.

Czym jest Spowiedź?
Nagością. Jest to nagość duszy. Jest to nasze obnażanie się ze wszystkich fałszywych wymówek i pozorów, i wszelkiego udawania, jest to ukazanie nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy.

Czy wiecie, dobrzy ludzie, że gdy zarzuciliśmy Rachunek Sumienia i sakrament Spowiedzi, wzrosła ilość nagości w świecie? Fizycznej nagości! Zastanówmy się nad tym przez chwilę.

Gdy Adam i Ewa byli w raju, byli oni nadzy, lecz nie zawstydzeni. Dlaczego? Gdyż byli oni okryci aurą Bożej łaski. Ta łaska zdawała się ich oświecać i przyodziewać ich w chwałę. I, zaprawdę, nie istniało poczucie nagości. Gdy Adam i Ewa upadli, spostrzegli, że są nadzy. Dlaczego? Stracili łaskę Bożą. I musieli się przyodziać.

Czy wiecie, w jaki sposób ich nagość została okryta? Wiemy, za pomocą listków figowych, lecz te zwiędły i w ten sposób ich wstyd został ujawniony. Więc w jaki sposób okryta została ich nagość? Bóg dał im odzienie ze skóry zwierząt. Bóg coś uczynił. Zostało to uczynione w zastępstwie. To zwierzę zostało zabite, a nie Adam i Ewa. Niezbędne było przelanie krwi.   

Mógłbym Was teraz przeprowadzić przez cały Nowy Testament i opowiedzieć dalszy ciąg tej historii. Lecz nas obchodzi dzisiaj to, że byli oni nadzy i zawstydzeni, gdyż utracili łaskę Boga.

W naszym dzisiejszym świecie przywracamy nagość, próbując powrócić do Ogrodu Edenu nie wspinając się uprzednio na Wzgórze Golgoty. Nie da się tego uczynić.

Czym jest zatem Spowiedź? Jest to inny rodzaj nagości. Nie jest to nagość epidermiczna, naskórna, lecz nagość etyczna, w której mówię najdroższemu Panu, kim naprawdę jestem, godnym pożałowania grzesznikiem. I gdy przystępujemy do takiej Spowiedzi, dzieje się coś, co możemy nazwać recyklingiem ludzkich śmieci.

W dzisiejszych czasach słyszy się wiele o recyklingu śmieci, lecz ja mówię o recyklingu ludzkich śmieci. Gdy idziesz do Spowiedzi, aby uzyskać przebaczenie swych grzechów poprzez Krew Chrystusa, które to przebaczenie zostaje ci dane za pośrednictwem kapłana, pewne skutki grzechu zawsze w tobie pozostają.

Przypuśćmy, że powiedziałbym dziecku, że za każdym razem, gdy robi coś złego, ma wbić gwóźdź w deskę. Czy możecie to sobie wyobrazić? Za każdym razem gdy zrobiłeś coś złego, na przykład byłeś nieposłuszny wobec mamy, masz wbić gwóźdź w deskę. Za każdym razem, gdy matka ci wybaczyła, a ty powiedziałeś, że ci przykro, mama kazałaby ci wyciągnąć gwóźdź z deski. Czy coś zostało? Co zostało? Dziura w desce. To właśnie jest skutek grzechu.

Nawet gdy grzech zostanie wybaczony, musimy czynić wynagrodzenie i to właśnie jest powód, dla którego otrzymujemy pokutę w sakramencie Spowiedzi, aby zalepić te dziury. I aby móc czynić należyte wynagrodzenie za grzechy, dane nam jest wstawiennictwo Świętych i miłosierdzie naszego Zbawiciela.

Gdy przystępujemy do Spowiedzi, nasze życie zmienia się całkowicie poprzez poddanie się Bożemu Miłosierdziu. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

29 kwietnia 2012

O częstej spowiedzi (część 1)



Kanonik Mullin ze Szkocji powiedział mi kiedyś, że gdy pewnego wieczoru siedział w konfesjonale, przystąpił do spowiedzi mały chłopiec. Kanonik spytał go: „Dlaczego nie przyszedłeś dziś po południu, gdy słuchałem spowiedzi dzieci?

Chłopiec odparł: „Nie miałem żadnych grzechów, musiałem poczekać, aż je popełnię”.

Na początek powiem wam, że żyjemy w pierwszym okresie historii, w którym świat zaprzeczył istnieniu winy i grzechu. Każdy wierzy dziś w to, że został niepokalanie poczęty. Nie ma grzeszników, jesteśmy tylko pacjentami, lecz nie jesteśmy penitentami.

Zastanawiające jest, że Karl Menniger z Instytutu Psychiatrycznego Menningera w Kansas napisał właśnie książkę zatytułowaną: „Co stało się z grzechem?”.

Podczas gdy moralni teologowie, jak również katechizm zarzucili ideę grzechu, psychiatra przypomina nam, że grzech istnieje. Mówi on, na przykład, gdy że teologowie porzucili grzech, podnieśli go prawnicy i grzech stał się przestępstwem. A później, gdy prawnicy go porzucili, podnieśli go psychiatrzy i grzech stał się kompleksem.  

Tymczasem grzech jest rzeczywistością w świecie, której musimy stawić czoła, gdyż wszyscy jesteśmy grzesznikami. Wszyscy. Prawda jest taka, że nie możemy dostąpić Boskiego miłosierdzia, dopóki nie uznamy, że jesteśmy grzeszni.

Co się dzieje, gdy wypieramy się winy i grzechu? A to właśnie czynimy. Mężczyźni grzeszą i nie przykładają do tego wagi. To samo jest z kobietami. Ma to ogromny wpływ na nasze umysły i czasem na nasze ciała, jeśli nie uświadamiamy sobie naszych grzechów i jeśli nie wyznajemy ich przed Zbawicielem.

Z pewnością słyszeliście o przeszczepie narządów w medycynie – o transplantacji nerek lub serca. Często czytaliście również o tym, że przeszczep nerki lub przeszczep serca się nie udał. Dlaczego? Ponieważ organizm odrzucił te narządy. W naszym ciele są przeciwciała, które mogą odrzucić nowy organizm.

Nasza dusza działa w ten sam sposób. Ma ona przeciwciała i jeśli wniknie do niej grzech, jesteśmy niespokojni. Nasz umysł jest nieszczęśliwy. Przypomina to złamaną kość. Taka kość boli. Dlaczego? Ponieważ nie znajduje się ona w tym miejscu, w którym powinna się znajdować.

Podobnie dzieje się, gdy nasze sumienie jest w niewłaściwym miejscu. Wtedy cierpimy. Odczuwamy niepokój sumienia, dyskomfort. Możemy spróbować przykryć ten stan poprzez picie, rozrywkę i tak dalej. Jednakże w momentach ciszy wina znów się uwidacznia.

Przypomnijmy sobie skutki winy przedstawione nam przez Szekspira. Zastanówmy się nad tym. O ile dobrze pamiętam, Szekspir urodził się w 1564r. i zmarł w 1616r. Setki lat zanim powstała psychiatria, Szekspir opisał kompleks – psychozę w umyśle Makbeta i neurozę w umyśle Lady Makbet.

Makbet i Lady Makbet postanowili zabić króla, aby objąć tron. Popełniwszy morderstwo Makbet wciąż zdaje się widzieć nóż. Mówi on:

Jest-li to sztylet, co przed sobą widzę, z zwróconą ku mej dłoni rękojeścią?

Nie było żadnego noża. Była to psychoza. W ten sposób wina wychodziła na wierzch. 

Tymczasem Lady Makbet myła swe dłonie co kwadrans. Widziała krew na swoich dłoniach i pytała.

Mógłżeby cały ocean Te krwawe ślady spłukać z mojej ręki?

Nie było krwi na jej dłoniach. Tak wypieranie winy działało na jej umysł.

Pewnego razu przyszła do mnie kobieta w sprawie swojego brata i powiedziała:

"Od pięciu lat chodzi on do lekarza i jego stan nie ulega poprawie. Waży już tylko 45kg. Czy Biskup zechciałby go zobaczyć?"

"Jeśli jego problem są natury psychicznej, nie będę mógł mu pomóc, to rola psychiatry. Jeśli jednak istnieje moralne podłoże jego stanu, będę mógł mu pomóc"


Mężczyzna wszedł do pokoju. Ważył ok. 45ciu kilogramów, kruchy, przerażony. 

Powiedziałem do niego: “Mów do mnie przez około pół godziny. Nie będę ci przerywał”

Mówił przez około 40 minut. Wtedy powiedziałem:

"Ile pieniędzy ukradłeś?"

"Nic nie ukradłem"

"Ile dokładnie ukradłeś?"
 – spytałem.

"Nie jestem złodziejem. Nic nie ukradłem."

"Ile dokładnie ukradłeś?"
 – spytałem ponownie.

"Trzy tysiące dolarów" – powiedział. 
"Skąd wiedziałeś, że ukradłem?"

"Nie wiedziałem, że ukradłeś.
Gdy mówiłeś do mnie, powiedziałeś w pewnym momencie, że gdy odkładasz pieniądze do pudełka, zawsze najpierw je czyściłeś. Pomyślałem, że miałeś brudne pieniądze".

"Tak," powiedział. "Ukradłem trzy tysiące dolarów."


Załatwiliśmy sprawy w ten sposób, żeby oddać te pieniądze, a on wrócił do zdrowia. Była to wina, która obciążała jego duszę.

Pomyślcie, moje drogie panie, jak wiele psychicznie udręczonych kobiet będziemy mieli w Stanach Zjednoczonych za dziesięć lub piętnaście lat, gdy wina wypływająca z aborcji zacznie atakować umysł i duszę. Obecnie usprawiedliwiają one aborcję mówiąc, że wszyscy to robią i że jest to tylko tkanka bliznowata.

Do pewnego lekarza przyszła dziewczyna mówiąc mu, że jest to tylko tkanka bliznowata i prosząc go o rozczłonkowanie jej. Lekarz zapytał:

Jak chciałaś nazwać tę tkankę bliznowatą?”

Zatem za kilka lat, wina wyjdzie na wierzch w bardzo szczególny sposób, mimo że obecnie może ona nie być w ogóle odczuwana. Wina niekoniecznie objawia się natychmiast. Widać to bardzo dobrze na przykładzie życia króla Dawida.

Pewnego dnia król Dawid znajdował się na tarasie swojego pałacu i ujrzał naglę kobietę na tarasie nieopodal. Miała ona na imię Batszeba. Poprosił ją, aby przyszła i obejrzała jego obrazy. I pokochał Batszebę, niezbyt mądrze, pokochał ją zbyt mocno.

I stała się brzemienna.

Mąż Batszeby, Uriasz, walczył w tym czasie na wojnie. Dawid wezwał go z powrotem, gdyż 
jako król mógł to zrobić i powiedział: „Idź do domu do swojej żony.

"Nie, jestem na wojnie. Nie wolno nam być z naszymi żonami w czasie walki” – powiedział Uriasz.

Król Dawid spoił go i powiedział: “Idź do domu”. Uriasz zasnął przed drzwiami pałacu króla Dawida. Król próbował wrobić Uriasza w ojcostwo swojego dziecka. Gdy mu się to nie udało, powiedział do generała:

Ustaw go na linii frontu. Mężczyźni muszą ginąć w walce. Może Uriasz zostanie zabity.

Uriasz został zabity. Nie martwiło to Dawida, dopóki siedem lub osiem miesięcy później nie przyszedł do niego prorok Natan i powiedział mu:

"Dawidzie, mam problem i ty, jako król, musisz go rozwiązać. Był sobie biedny człowiek, który posiadał tylko jedną małą owcę. Sąsiadem biedaka był bogaty mąż, który ukradł owcę i wydał ucztę dla swoich bogatych przyjaciół."

Dawid mu odpowiedział, "Tak nie może być. Zapłaci on za to swoim życiem, a zabrana własność zostanie oddana w czwórnasób."

Natan rzekł, "Ty jesteś tym człowiekiem. Zabrałeś owieczkę Uriaszowi. I zabiłeś tę owieczkę. Tą owcą była Batszeba, którą zabrałeś od jej męża"

I w tym momencie król Dawid usiadł i napisał słynny psalm nr 51: "Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości".

Arcybiskup Fulton J. Sheen

28 kwietnia 2012

Sakramenty i łaska

Istnieje siedem warunków, które pozwalają wieść życie fizyczne i powinno być siedem warunków pozwalających wieść życie duchowe. Pięć z tych warunków dotyczy osoby, podczas gdy dwa odnoszą się do społeczeństwa. Aby móc wieść naturalne, fizyczne życie, muszę się urodzić, muszę osiągnąć dojrzałość, muszę się odżywiać, muszę leczyć swoje rany i muszę wypleniać ślady choroby. Ponieważ jestem członkiem społeczeństwa, musi istnieć sposób na rozmnażanie ludzkiego gatunku, musi też istnieć rząd.   

Ponad życiem fizycznym stoi życie Boże; istnieje siedem warunków pozwalających wieść to Boże życie. Jeśli mam wieść życie w Chrystusie, muszę się do niego narodzić; jest to sakrament Chrztu św. Muszę osiągnąć dojrzałość i przyjąć odpowiedzialności wiążące się z życiem; jest to sakrament Bierzmowania. Muszę się odżywiać, podtrzymywać to Boże życie; jest to Najświętszy Sakrament. Muszę leczyć rany spowodowane przez grzech; jest to sakrament Pokuty, czyli Spowiedź święta. Muszę wypleniać wszelkie ślady choroby grzechu, która dotknęła moje zmysły; jest to Sakrament Namaszczenia Chorych. Ponieważ jestem członkiem społeczeństwa, musi istnieć głoszenie Królestwa Bożego i wzrost Mistycznego Ciała Chrystusa; jest to sakrament Małżeństwa. Wreszcie, musi istnieć Boży rząd; muszą istnieć sakrament Kapłaństwa i święcenia biskupów i kapłanów.

Wielka jest skuteczność przyjęcia łaski w tych sakramentach, gdyż to Chrystus jest Dawcą tej łaski. Boże życie Chrystusa wlewane jest do naszej duszy przez sam fakt otrzymania sakramentu. Nie wolno nam czynić żadnych przeszkód poprzez [niegodny] sposób, w jaki przyjmujemy dany sakrament. Chrystus jest Tym, który chrzci. Chrystus jest Tym, który wybacza grzechy. Istnieją duchowni, biskupi i księża, lecz oni użyczają jedynie Chrystusowi swoich oczu, dłoni i ust. To On daje łaskę. Nawet jeśli przyjmujesz sakrament od niegodnego księdza, nadal będzie to sakrament, gdyż uświęcenie nie zależy od księdza. Światło słoneczne przeniknie przez brudne okno, samo nie ulegając zabrudzeniu. Nawet najbardziej obdarty posłannik może zanieść wiadomość od króla. Widzimy zatem, że Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, troszczy się o nas od kołyski aż po grób. Towarzyszy nam on we wszystkich wydarzeniach i sytuacjach życiowych, a nasze uświęcenie nie zależy od nauczania księży; zależy ono od samego Chrystusa. Sakramenty to słodka tajemnica życia.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Your Life is Worth Living", 1965r., str. 182-183.

27 kwietnia 2012

Kilka słów na temat wiary

Wiara nie jest pragnieniem lub wolą wierzenia w coś sprzecznego z rozumem. Wiara nie jest życiem, jak gdyby coś było prawdziwe. Wiara jest przyjęciem prawdy na podstawie objawienia Bożego danego nam przez Kościół i Pismo święte.  Sam Bóg czyni wiarę w swoim wyznawcy. Wiara nie jest przyjęciem pewnej ilości dogmatów. Tak często mawia się: "Och, musisz przyjąć na wiarę tyle dogmatów." Nie! Wiara jest uczestnictwem w życiu Boga. W wierze spotykają się dwie osoby: Bóg i ja.  Nasza afirmacja wiary nie bierze się z tego, że widzimy jasno prawdę; pochodzi ona z wizji Tego, który objawia prawdę. Wiemy, że nie może On oszukać ani być oszukanym. Wiara nie jest sprzeczna z rozumem. Wiara doskonali rozum. Wiara jest dla rozumu tym, czym teleskop jest dla oka. Teleskop pozwala nam widzieć nowe światy i gwiazdy niewidoczne gołym okiem. Wiara pozwala nam widzieć prawdy, których nie możemy dostrzec samym rozumem. 

Ludzki rozum jest silniejszy z wiarą niż bez niej, podobnie jak nasze zmysły są silniejsze z rozumem niż bez rozumu.  Należy udoskonalać rozum za pomocą wiary. Osoba, która traci wiarę, odkryje, że jej rozum zaczyna także ją zawodzić. Bardzo ciekawą lekturą są wyznania tych, którzy mieli wiarę i ją utracili.  Ich umysł błądzi i jest zdezorientowany. Mamy te same oczy za dnia, co i w nocy, lecz w nocy nie mamy zdolności widzenia. Dzieje się tak z braku dodatkowego światła słonecznego.  Każmy dwojgu ludziom spojrzeć na Hostię. Jedno z nich widzi chleb, a drugie, oczami wiary, widzi naszego Zbawiciela. Jedno z nich posiada światło, którego brakuje drugiemu. Dzięki składajmy Bogu za objawienie tego pięknego sakramentu Chrztu, który daje nam światło i czyni nas Jego dziećmi. Piękne są ceremonie chrzcielne. Jeśli będziesz mógł w nich uczestniczyć, usłyszysz, jak ksiądz objaśnia wszystkie obrzędy. Są one przepiękne, na przykład nałożenie białej szaty.   Dante pisał o nich mówiąc, że czyściec jest miejscem, do którego idziemy, aby uprać nasze chrzcielne  szaty.  Daj Boże,  abyśmy zawsze  zachowywali w czystości tę szatę niewinności, którą otrzymujemy  w sakramencie Chrztu świętego przed Bogiem i ludźmi.   

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Your Life is Worth Living", 1965r., str. 190.

26 kwietnia 2012

Judasz i sprawiedliwość społeczna

To, co nasz Pan powiedział Judaszowi, mówi On dzisiaj światu: zdajesz się być bardzo zainteresowany sprawiedliwością społeczną. Dlaczego nie obchodzi cię indywidualna sprawiedliwość? Kochasz swojego bliźniego; dlaczego nie kochasz Boga? Oto jest postawa współczesnego świata. Minęły czasy, w których byliśmy zajęci osobistym uświęceniem aż do zaniedbania porządku społecznego. Obecnie przeszliśmy do skrajności polegającej na zanurzeniu się w kwestie sprawiedliwości społecznej, praw obywatelskich i tak dalej, lecz ani trochę nie obchodzi nas ani indywidualna sprawiedliwość, ani obowiązek oddawania czci i chwały Bogu. Jeśli maszerujesz z transparentem, jeśli protestujesz, wówczas twoje własne życie może być nieczyste, może być skalane nałogiem alkoholowym, możesz robić to, co ci się żywnie podoba. Nie ma to znaczenia. Patronem tych, którzy próbują podzielić uniwersalne prawo Boga: Kochaj Boga i kochaj bliźniego, jest Judasz. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

25 kwietnia 2012

Kto jest Moją Matką?

Nasz Pan uczynił pierwszy cud na prośbę Swej Matki. Jakiś czas później Matka, martwiąc się, że Jej Syna wyczerpie całodniowe nauczanie i całonocna modlitwa na szczycie góry, wysłała do Niego wiadomość. Gdy posłannik ogłosił: "Twoja Matka jest tutaj", Chrystus obrócił się w stronę tłumu i spytał: "Kto jest Moją Matką? Kim Ona jest?" Co powiedziałyby nasze matki, gdybyśmy spytali "Kim jest moja matka?" Przypomina On Jej, że w królestwie niebieskim nie będzie więzi ciała i krwi. Jedyna więź, jaka istnieje w królestwie niebieskim to więź posłuszeństwa wobec woli Ojca. W ten sposób pozorna przygana okazuje się być największym z komplementów. "Kto czyni wolę Ojca Mego w niebie jest Moją Matką". A któż kiedykolwiek był tak dalece posłuszny woli Ojca w niebie jak Maryja?


Arcybiskup Fulton J. Sheen

24 kwietnia 2012

Zależność w miłości

Nasza wolność nie jest niezależnością od prawdy, lecz raczej zależnością w miłości. To właśnie jest radość płynąca z bycia katolikiem. Być może uda mi się to objaśnić za pomocą następującej analogii: wyobraźmy sobie wyspę na morzu, na której znajdowały się dzieci. Wyspę otaczał wysoki mur. Wewnątrz muru dzieci tańczyły, śpiewały i bawiły się. Pewnego dnia do wyspy przybiła łódź. Jej wioślarze byli reformatorami, którzy powiedzieli do dzieci: "Kto wam postawił ten mur? Ktoś chce ograniczyć waszą wolność! Musicie go zburzyć!" Dzieci zburzyły zatem mur. Jeśli kiedyś jeszcze trafisz na tę wyspę, ujrzysz dzieci tłoczące się w jej centrum, dzieci, które boją się bawić, boją się tańczyć, boją się śpiewać, boją się, że wpadną do morza. Ta wyspa to Kościół, mur jest prawdą i - jak powiedział Chrystus - "Jeśli Syn Człowieczy was wyzwoli, naprawdę będziecie wolni."


Arcybiskup Fulton J. Sheen

23 kwietnia 2012

Zanieś Chrystusa swoim bliźnim

Wszędzie wokół nas znajdują się puste naczynia. Mogą one zostać wypełnione miłością Chrystusa. Czy również w twoim domu są puste naczynia? A może wśród twoich bliźnich? Jeśli jesteś prawnikiem, czy znasz puste naczynia wśród osób wykonujących twój zawód? Lekarze, pielęgniarki - czy nie ma wśród was osób, których życie jest nędzne i puste? Niedawno słyszałem o pewnym prawniku, który zmarł w Berlinie. Był on niewierzący. Prowadził on spółkę prawniczą z katolickim partnerem, który - dowiedziawszy się o jego chorobie - odwiedził go i powiedział: "Czy nie sądzisz, że - skoro wkrótce masz umrzeć - przyszła pora, abyś pogodził się z Chrystusem?" Umierający partner odparł: "Skoro Chrystus i Jego Kościół przez całe życie znaczyły dla ciebie tak niewiele, że nigdy mi o nich nie mówiłeś, jak mogą znaczyć coś dla mnie teraz, w godzinę mojej śmierci?"


Arcybiskup Fulton J. Sheen

13 kwietnia 2012

Kształt ludzkiego serca


Ludzkie serce nie przypomina kształtem serduszka walentynkowego, którego kontur jest doskonale regularny; jest ono delikatnie nieregularne, jak gdyby brakowało mu z boku małego fragmentu. Ten brakujący fragment może symbolizować cząstkę, która została przeszyta włócznią w uniwersalnym sercu ludzkości na Krzyżu, lecz prawdopodobnie symbolizuje on coś więcej.  Może on oznaczać, że gdy Bóg stworzył każde ludzkie serce, zachował jego małą próbkę w niebie, a resztę zesłał na ziemię, gdzie każdego dnia uczy się ono na nowo, że nie może osiągnąć pełni szczęścia, że nie może w pełni zakochać się, że nie może osiągnąć doskonałości, dopóki nie spocznie wraz ze Zmartwychwstałym Chrystusem w trwającej wiecznie Wielkanocy.
Arcybiskup Fulton J. Sheen

12 kwietnia 2012

Widzieć Chrystusa w chorych

Gdy patrzymy na chorą osobę lub na osobę zranioną, zarażoną lub cierpiącą z powodu raka, co widzimy? Jeśli udało nam się rozwinąć zdolność widzenia Chrystusa w Eucharystii, zobaczymy Chrystusa również w krzyżu chorej osoby. Trwa On w wiernych Mu ludziach, którzy świadomie ofiarują swe cierpienia w jedności z Chrystusem. I wszyscy jesteśmy zbudowani przykładem tych, którzy mówią: "Ofiaruję me cierpienie za moje grzechy, dla dobra Kościoła". Chrystus cierpi nie tylko w tych, którzy mają wiarę, lecz cierpi On również w tych, którzy Go nie znają i to jest właśnie ich zbawienie. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

11 kwietnia 2012

Trzy niespodzianki

Wiem, że ci, którzy otrzymali od Boga więcej talentów będą bardziej rygorystycznie sądzeni. Kiedy człowiekowi zostało wiele dane, wiele też będzie się od niego oczekiwać, a im więcej komuś zostało powierzone, tym większa odpłata będzie od niego wymagana. Bóg nie tylko dał mi powołanie, ale też ubogacił mnie w możliwości i dary, co oznacza, iż będzie oczekiwał, że Ostatniego Dnia zapłacę wysoki podatek dochodowy.

Jak będzie sądził Bóg, tego nie wiem, ale ufam, że popatrzy na mnie z miłosierdziem i litością. Jestem jedynie przekonany, że w Niebie będą trzy niespodzianki. Po pierwsze, zobaczę pewnych ludzi, których nigdy nie spodziewałbym się tam zobaczyć. Po drugie, będzie pewna liczba takich, których spodziewałem się, ale ich tam nie będzie. I, nawet polegając na Jego miłosierdziu, największą ze wszystkich niespodzianek może być to, że ja tam będę.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Treasure in Clay”, 1980, s. 7-8.


10 kwietnia 2012

Cierpienie i radość



W moim życiu miałem do czynienia z wszelkimi rodzajami ludzi, z wielkimi grzesznikami, którzy wrócili do Chrystusa i z tymi, którzy bardzo cierpieli i doświadczali nieopisanej radości. Jedną z najbardziej radosnych postaci, jakie kiedykolwiek spotkałem, była pewna trędowata kobieta na Jamajce. Straciła całe obie ręce i obie nogi aż do kolan, lecz zawsze uśmiechała się, była szczęśliwa i mawiała: "Wszak pewnego dnia nastąpi zmartwychwstanie i wtedy otrzymam doskonalsze ciało". To właśnie musi być nasza postawa.

Arcybiskup Fulton J. Sheen 

9 kwietnia 2012

Skarb w glinie

Jak więc widzę swoje życie? Widzę je jako kapłan. Oznacza to, że nie jestem już sobą, ale w każdej chwili istnienia działam w imieniu Chrystusa. Podobnie jak ambasador Stanów Zjednoczonych za granicą, czy to podczas odpoczynku czy w pomieszczeniach ambasady, jest zawsze oceniany jako reprezentant naszego kraju, tak też kapłan jest zawsze ambasadorem Chrystusa. Ale to tylko jedna strona medalu. Kapłan wciąż jest człowiekiem.

Właśnie dlatego tytuł tej autobiografii to Skarb w Glinie. Jest wzięty z listu, który św. Paweł napisał do Koryntian, o sobie i innych apostołach Pańskich jako będących nie lepszymi niż naczynia gliniane do przechowywania skarbu. Przykładem mogły być gliniane lampy, do których wlewano olej dający światło. Wybrałem ten tekst, aby pokazać kontrast pomiędzy szlachetnością powołania do kapłaństwa a ułomnością ludzkiej natury, która daje mu mieszkanie. Mamy niezwykłą władzę działania in Persona Christi, czyli odpuszczania najobrzydliwszych grzechów, przeszczepiania Krzyża z Kalwarii na ołtarz, dawania narodzin w Bogu tysiącom dzieci przy chrzcielnicy i wprowadzania dusz na łożach śmierci do Królestwa Niebieskiego.




Z drugiej jednak strony, wyglądamy jak wszyscy inni. Mamy te same, co inni słabości, jedni do butelki, inni do kobiet, albo dolara, albo pragnienia, by być trochę wyżej w hierarchii władzy. Każdy kapłan jest człowiekiem mającym ciało z miękkiej gliny. Aby utrzymać skarb czystym, musi być rozciągnięty na krzyżu z ognia. Nasz upadek może być większy niż upadek kogokolwiek innego, ze względu na wysokość, z której się staczamy. Spośród wszystkich złych ludzi, źli duchowni są najgorsi, gdyż zostali wezwani, aby być bliżej Chrystusa.

[...]

Pan nie wybiera najlepszych. Nie otrzymałem powołania dlatego, że Bóg, w swej Boskiej mądrości, zobaczył, że będę lepszy niż inni mężczyźni. Nawet Boża Miłość jest ślepa. Znam tysiące mężczyzn, którzy o wiele bardziej zasługują na to, aby być kapłanami, niż ja. On często wybiera słabe narzędzia, aby objawić swoją moc; inaczej wyglądałoby na to, że dobro zostało uczynione przez glinę, a nie przez Ducha.

Arcybiskup Fulton J. Sheen 

Źródło: „Treasure in Clay”, 1980, str. 3-4, 6

8 kwietnia 2012

Kto odsunie kamień?






Przyjaciele nie uwierzyli w śmierć i Zmartwychwstanie naszego Pana.


Przede wszystkim, gdy kobiety poszły do Jego grobu, nie poszły, aby powitać zmartwychwstałego Zbawiciela. Przyniosły zioła, aby namaścić zwłoki. Problemem było odsunięcie kamienia. Przed wejściem do tego podziemnego grobu znajdował się wielki kamień młyński z dziurą w środku. Trzeba było przełożyć przezeń drąg, aby odsunąć kamień.  Dlatego pytały one: "któż odsunie kamień, abyśmy mogły namaścić zwłoki?" Gdy powiedziały uczniom Chrystusa, Piotrowi i Janowi, że grób był pusty a Pan zmartwychwstał, Piotr powiedział: "kobieca historyjka". Nie uwierzyli. Uczniowie podążający do Emmaus tamtego popołudnia niedzielnego nie uwierzyli. Piotr, Andrzej, Jakub i Jan wrócili do rybołówstwa. Nie uwierzyli.


Wymagało to długotrwałego przekonywania, objawień naszego Pana i przede wszystkim zesłania Ducha Świętego, aby potwierdzić Zmartwychwstanie. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

7 kwietnia 2012

Kusiciele z Krzyża

Kim byli kusiciele z krzyża? Najpierw był nim szatan, który mówił Jezusowi, jak mógłby On zdobyć świat bez krzyża pozwalając ludziom, by ulegali swym instynktom lub robiąc coś spektakularnego, np. lecąc na księżyc lub skacząc z wieży. Kusił on również Chrystusa, aby stworzył On teologię, która zyskiwała na znaczeniu w Jego stuleciu i zarazem stawała się coraz bardziej destrukcyjna. Tą teologią była polityka. Świat należy do mnie, mówi szatan. Zatem szatan był pierwszym, który kusił Jezusa z krzyża. Następnie św. Piotr kusił Jezusa i właśnie dlatego Jezus nazwał go szatanem. I wreszcie, gdy wisiał na krzyżu, wrogowie przyszli i mówili Mu: "Zejdź z krzyża, a uwierzymy". Jasne, uwierzyliby. Lecz czy uwierzyliby, że jest Synem Boga? Zapewne. Uwierzyliby, że założył Kościół? Tak. Uwierzyliby w Eucharystię? Tak. Tylko zejdź z tego krzyża. To wszystko, o co prosimy. Zejdź, a uwierzymy. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

6 kwietnia 2012

Agonia w Ogrójcu

Gdy nasz Pan był w Ogrójcu, cierpiał On nie tyle z powodu bólu, ile z powodu zła. Pamiętajmy, że tylko niewinni wiedzą, czym jest grzech. Możemy mieć tak wysoką gorączkę, że sprawi ona, że będziemy myśleć, że jesteśmy zdrowi. Tylko bezgrzeszni tak naprawdę zdają sobie sprawę z winy. W Ogrójcu nasz Pan wraca myślami do przeszłości, rozmyślając nie o bólu, który znosił od momentu, gdy stał się Człowiekiem, lecz o wszystkich grzechach świata popełnionych od początku jego historii. Grzech Adama; Kain i purpura krwi jego brata na białej tkaninie. Obrzydliwości popełnione w Sodomie i Gomorze.Wulgarność Żydów i czasem nawet większa wulgarność pogan. Rozmyślał o wszystkich tych grzechach, sprośnościach i bałwochwalstwie. 






Następnie Chrystus przeniósł się myślami w przyszłość i wziął na Siebie wszystkie grzechy, które zostaną popełnione aż do końca świata. Grzechy, które profanują Jego mistyczne Ciało, grzechy ludzi starych, którzy powinni byli dawno wyrosnąć z wieku, w którym popełnia się grzechy, grzechy ludzi młodych, dla których Serce Jezusa zostało przebite. Grzechy popełniane w mieście, w cuchnącej miejskiej atmosferze grzechu. Grzechy popełniane na wsi, które sprawiają, że natura się zarumienia ze wstydu. Grzechy zbyt paskudne, by o nich wspomnieć, grzechy zbyt okropne, by je nazwać. A Jezus niczym Samson wstrząsnął tą straszną budowlą grzechu, ściągnął ją na Siebie i pozwolił, aby Go przygniotła, aż krew zaczęła płynąć z Jego Ciała, tworząc na korzeniach drzew oliwnych czerwone krople, pierwsze paciorki w różańcu Zbawienia. 


Arcybiskup Fulton J. Sheen

Co uczynił dla nas Chrystus?

Przypominam sobie legendę o dwóch braciach, z których jeden był bardzo dobry, a drugi stał się bardzo nikczemny. Pewnego dnia nikczemny brat przybiegł do domu, a szata, w którą był ubrany, splamiona była krwią. Powiedział: "Właśnie zabiłem człowieka". Jego dobry brat odpowiedział: "Oddaj mi swoją szatę, a ja dam ci moją. Uciekaj stąd". Winny brat uciekł, przyszła policja, zaaresztowała tego, który miał na sobie szatę pokrytą plamami krwi i został on skazany na śmierć. Gdy umierał, wysłał wiadomość do swojego brata. Napisał mu: "Przesyłam ci białą szatę. Pamiętaj, że umarłem, aby cię ocalić". To jest dokładnie to, co uczynił dla nas Chrystus. Przywdział naszą szatę grzechu.


Arcybiskup Fulton J. Sheen

4 kwietnia 2012

Wynagrodzenie


Przeszłość pozostaje z nami w naszych przyzwyczajeniach, w naszej świadomości zapamiętanej winy, w naszej skłonności do powtarzania tego samego grzechu. Nasze dawne doświadczenia są w naszej krwi, naszym umyśle i w każdym wyrazie twarzy, który przyjmujemy.

Sąd, który nas czeka, jest również z nami; prześladuje nas, wywołując w nas obawę i strach, nasze niepokoje i zmartwienia, dając nam poczucie braku bezpieczeństwa i niepewności.

Krowa lub koń żyją tylko chwilą obecną, bez wyrzutów sumienia lub trwogi, lecz człowiek nie tylko dźwiga ze sobą swoją przeszłość, lecz także obciążony jest zmartwieniami o swoją wieczną przyszłość.

Ponieważ przeszłość trwa w nim w formie wyrzutów sumienia lub winy, ponieważ przyszłość trwa w nim w formie jego niepokoju, wynika z tego, że jedynym sposobem na ucieczkę od obu tych ciężarów jest wynagrodzenie – zadośćuczynienie za zło wyrządzone w przeszłości i mocne postanowienie, aby unikać tego grzechu w przyszłości.

W jaki sposób czynimy wynagrodzenie? Rozprawienie się z przeszłością jest pierwszym krokiem i w podjęciu tego kroku należy pamiętać o istotnej różnicy między wybaczeniem a zadośćuczynieniem za grzechy.

Niektórzy z tych, którzy popełnili zło, błędnie uważają, że wystarczy, a o tym zapomną, skoro należy ono do przeszłości i mają je “z głowy”. Inni trwają w fałszywym przekonaniu, że skoro zły czyn został wybaczony, nie trzeba robić nic więcej. Każda z tych postaw jest niedoskonała, albowiem w każdej z nich brakuje miłości.

Wszyscy musimy zjednoczyć nasze krzyże z naszym Panem na Krzyżu, aby w ten sposób wykupić nasze wieczne zbawienie. Niecały rok temu (ok. 1970r.), rozmawiałem z papieżem Pawłem VI i powiedziałem: „Wasza Świątobliwość ma właściwie imię”. Został on nazwany Pawłem.

Paweł pielgrzymował od miasta do miasta i był kamienowany w Lystrze, w Derby, w Antiochii i Pisidii, zatem powiedziałem mu: „byłeś kamienowany przez swoich”.

„Tak”, odpowiedział, „otwieram moją pocztę o północy i w prawie każdym liście znajduję cierń i gdy kładę głowę na poduszce godzinę lub dwie później, tak naprawdę kładę ją na koronie cierniowej”.

„Lecz” – dodał – „nie wyobrażasz sobie, jak niewypowiedziana jest radość, którą cierpię”.

Następnie papież Paweł VI zacytował mi 24-ty wers listu św. Pawła do Kolosan: Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół.

„Cierpię to wszystko dla dobra Kościoła”, powiedział papież.

Właśnie w ten sposób powinniśmy pożytkować nasze cierpienie. Sądzę, że wielką tragedią świata jest cierpienie, które idzie na marne. Ludzie cierpią i nie mają nikogo, kogo mogą kochać i za kogo mogliby cierpieć. Miłość nie zabija bólu, ale go zmniejsza.

Nasz Pan, ustanawiając Sakrament Pokuty, dał jasno do zrozumienia, że istnieje różnica między wybaczeniem, a zadośćuczynieniem. Dlatego po spowiedzi następuje rozgrzeszenie lub wybaczenie, a następnie spowiednik mówi: “jako pokutę odmów...”

Następnie mówi on penitentowi, które modlitwy ma on odmówić lub jakie dobre uczynki ma zrobić, aby wynagrodzić za swoje grzechy.

Ogromny sens tego aktu staje się oczywisty, gdy przełożymy wykroczenie przeciw Bogu na czysto ludzki język.

Przypuśćmy, że ukradłem twój zegarek. Gdy sumienie zaczyna mnie wreszcie gryźć, przyznaję ci się do tego i pytam: „czy mi wybaczysz?”

Bez wątpienia wybaczysz, lecz jestem pewien, że powiesz również: “oddaj mi mój zegarek”.

Zwrócenie zegarka jest najlepszym dowodem szczerości mojego żalu. Nawet dzieci wiedzą, że musi istnieć przywrócenie równowagi zaburzonej przez grzech.

Dla przykładu, chłopiec, który stłucze szybę podczas gry w piłkę, często oferuje się: “zapłacę za nią”. Samo wybaczenie nie wykreśla przestępstwa. To tak, jak gdyby człowiek, po każdym grzechu, który popełni, musiał wbić gwóźdź w deskę, a za każdym razem, gdy grzech zostałby mu wybaczony, miałby wyciągnąć gwóźdź z deski. Człowiek ten wkrótce by odkrył, że deska była pełna dziur, których nie było tam na początku.

Podobnie, nie możemy wrócić do niewinności, którą zniszczyły nasze grzechy. Gdy odwracamy się od Boga grzesząc przeciw Niemu, palimy za sobą mosty, które trzeba teraz odbudować cierpliwą pracą.

Biznesmenowi, który zaciągnął wysoki dług, zostanie odebrana zdolność zaciągania kredytów. Dopóki nie zacznie spłacać dawnych zobowiązań, nie może prowadzić swej działalności. Nasze stare grzechy muszą zostać spłacone zanim będziemy mogli na nowo podjąć nasze życie.

Wynagrodzenie jest aktem płacenia za nasze grzechy. Gdy tego dokonamy, Boże przebaczenie jest dla nas dostępne. Jego przebaczenie oznacza przywrócenie stosunku miłości; podobnie się dzieje, gdy uraziliśmy przyjaciela – nie będziemy uważać, że nam wybaczył, dopóki nie zacznie nas kochać na nowo.

Boskie miłosierdzie jest zawsze obecne. Jego przebaczenie jest wiecznie gotowe, lecz skuteczność tego przebaczenia zostanie objawiona dopiero wtedy, gdy pokażemy Bogu, jak bardzo nam na nim zależy.

Ojciec syna marnotrawnego zawsze gotowy był mu w sercu przebaczyć, lecz syn marnotrawny nie mógł skorzystać z tego przebaczenia, dopóki nie przeżył przemiany, która sprawiła, że poprosił o przebaczenie i zaoferował, że odpokutuje za swoje przewinienia pracując jako służący w domu ojca.

Tak długo jak trwamy w przywiązaniu do zła, przebaczenie jest niemożliwe; jest to tak proste jak prawo, które sprawia, że do kogoś, kto żyje w otchłaniach jaskini, nie dochodzi światło słoneczne. Przebaczenie nie jest automatyczne – aby je otrzymać, musimy się na nie otworzyć.

Dowodem naszego żalu za popełnione winy jest nasza gotowość, by wykorzenić wadę, która spowodowała tę winę. Człowiekowi, który żywi głęboką urazę wobec swojego bliźniego i który wyspowiada się z niej w Sakramencie Pokuty, nie może zostać wybaczone, jeśli on nie wybaczy swojemu bliźniemu.

"Bo jeśli wy nie odpuścicie, i Ojciec wasz, który jest w niebie, nie odpuści przewinień waszych.” (Mk. 11:26)

Arcybiskup Fulton J. Sheen