czwartek, 29 marca 2012

O sumieniu


Wiele osób potrzebuje pomocy psychiatry, lecz są też tacy, którzy wydają spore kwoty na to, aby psychiatra wysłuchiwał ich problemów, choć mogliby zaoszczędzić pieniądze, gdyby – zamiast pozwolić psychiatrze na badanie swojej podświadomości - zbadali najpierw swoje sumienie. Nieczyste sumienie może być podstawowym źródłem wewnętrznej nieszczęśliwości osób, którym poza tym nic nie dolega. Zastanawiają się one, skąd się wziął konflikt między tym, co robią, a tym, w co wierzą, dlaczego ich umysł „snuje rozważania nad pełną winy żałością niczym skorpion krążący wokół ognia”, dlaczego istnieje w nich strach przed ciemnością, skąd wzięła się nienawiść wobec tych, którzy są dobrzy, skąd bierze się ich upodobanie do horrorów, które pozwalają zminimalizować okropieństwa duszy poprzez znalezienie jeszcze większych okropieństw poza nią, skąd wzięło się zamiłowanie do historii morderstw, gwałtów, przestępstw, które pozwalają im czuć się mniej winnym, i mają poczucie wewnętrznego wicia się, które sprawia, że człowiek nie czuje się zdolny do rozmawiania z niewinnym dzieckiem ze względu na ciemność, która go przytłacza i na wewnętrzne przekleństwo. Jak powiada Schiller: „Robak sumienia kładzie się spać tak późno jak sowa”.

Sumienie działa podobnie do władz państwa z jego organami ustawodawczymi, wykonawczymi i sądowniczymi. Po pierwsze, sumienie ustanawia prawo; sprawia, że człowiek podlega prawu i nie jest to prawo stworzone przez niego samego. Gdyby sam ustanawiał on to prawo, mógłby sprawić, aby zawsze działało ono na jego korzyść, a nie przeciw niemu. Prawo to nie pochodzi również od społeczeństwa lub grupy, w której żyjemy, gdyż bardzo często stoi ono w sprzeczności do tego, co jest przez społeczeństwo akceptowane. Ponieważ prawo nie może istnieć bez Prawodawcy, istnieje Ktoś na zewnątrz, Kto dyktuje to prawo… „Światło, które oświeca każdego człowieka przychodzącego na świat”.

Sumienie jest również władzą wykonawczą. Podobnie jak głowa państwa, która poświadcza, zatwierdza i podpisuje ustawy, tak i sumienie zaświadcza, czy działamy zgodnie, czy też niezgodnie z prawem. Sumienie nazywa rzeczy po (ich prawdziwym) imieniu, nawet jeśli nasze usta nadają im inne nazwy. Sumienie nie zapobiegnie kłamstwu wypowiedzianemu przez człowieka, lecz nie pozwoli mu uwierzyć w to, że powiedział prawdę. Sumienie w obliczu złego czynu sprawia, że czujemy się, jakby w naszym wnętrzu siedział inny człowiek, zły na nas. Pewien uczeń Pitagorasa kupił od szewca parę butów i obiecał, że zapłaci mu później. Szewc zmarł, a nabywca poczuł ulgę, że nie musi mu już zapłacić. Seneka opowiada nam, że „jego sumienie sprawiło, iż nie zaznał spokoju”. Wrócił do zakładu szewskiego i wrzucił do środka pieniądze mówiąc: „mimo iż szewc umarł dla całego świata, żyje on wciąż w moim sumieniu”.

Wreszcie sumienie jest niczym sędzia. Gdy postąpimy źle, czujemy ten sam ból, jak gdybyśmy zranili własnego ojca, a jeśli ktoś postąpił dobrze, gdy możliwe było postąpić źle, czujemy tę samą euforię, jak gdybyśmy usłyszeli zasłużoną pochwałę od własnej matki. Właściwie czujemy, że w naszym wnętrzu siedzi sędzia, który stwierdza, czy postąpiliśmy (lub nie) zgodnie z prawem i wydaje wyrok będący pochwałą lub potępieniem. Zdrowe sumienie jest jak zegar słoneczny, gdy pada nań słońce, gdyż ujawnia ono kondycję moralną człowieka.

Lecz sumienie może być przytępione i zwiędłe. Tragedią współczesnego człowieka jest to, że wypiera się on winy, której świadkiem jest jego sumienie; nazywa on winę oznaką nienormalności. Lecz mimo iż czyni on innych odpowiedzialnymi za ich nieprawości, sam siebie usprawiedliwia nazywając się chorym umysłowo, podczas gdy tak naprawdę jest on moralnie zły. Współczesny człowiek balsamuje swoje sumienie w tym samym celu, w jakim czynili to Egipcjanie – aby zabić smród. Mnoży się liczba chorych umysłów i  - aby je leczyć – potrzebna jest coraz większa liczba wykwalifikowanych psychiatrów, lecz anormalność będzie wzrastać, jeśli wina będzie usprawiedliwiana, zło wypierane, a sumienie traktowane lekceważąco jako kompleks. Zawieranie nowego małżeństwa w celu ukrycia swojej niewierności wobec pierwszej żony może przez moment uśmierzyć sumienie, lecz w ostatecznym rozrachunku sumienie opiera się władzy zmysłów, obstaje ono przy swojej supremacji, potwierdza swoje szlachetne pochodzenie jako głos Boga i ten kto słyszy ten głos, usłyszał pierwszą nutę melodii wewnętrznego pokoju.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: „Bishop Sheen Writes...on Matter of Conscience”, artykuł w Ottawa Citizen, 13.12.1958r.