niedziela, 25 grudnia 2011

Co oznaczało dla Boga stać się człowiekiem?

Co oznaczało dla Boga stać się człowiekiem? Przypuśćmy, że bardzo martwi cię sposób, w jaki psy zachowują się w Waszyngtonie. Obszczekały listonosza, pogryzły mleczarza, nie dają się ułożyć. A ty kochasz psy. Postanawiasz więc wyjść ze swojego ciała i włożyć swój umysł do ciała psa. Oznaczałoby to, przede wszystkim, upokorzenie polegające na tym, że twój umysł dalece wykraczałby poza twój organizm. Miałbyś umysł, który może badać gwiazdy, lecz kierowałbyś się tylko głosem instynktu. Mógłbyś mówić, lecz poprzestałbyś na szczekaniu. Innym rodzajem upokorzenia byłoby spędzić resztę życia z psami - narzekającymi na to, że mają powyżej uszu hydrantów. A pod koniec odwróciłyby się one od ciebie i rozszarpały cię na strzępy. Jeśli trudnym zadaniem byłoby dla nas stać się psami po to, aby nauczyć psy, jak mają być dobre, czym było dla Boga stać się człowiekiem, upokorzyć się, dobrowolnie stać się zerem, a potem wziąć na siebie wszystkie nasze grzechy?

Arcybiskup Fulton J. Sheen

czwartek, 8 grudnia 2011

Niepokalana

Wyobraź sobie, że istniałeś przed twoją własną matką, w ten sam sposób, w jaki artysta istnieje przed swoim obrazem. Przypuśćmy ponadto, że mogłeś stworzyć twoją matkę taką, jaką ci się podobała, podobnie jak Rafael miał moc realizowania swych artystycznych ideałów. Przypuśćmy, że miałeś tę podwójną moc – jaką matkę stworzyłbyś dla siebie? Czy uczyniłbyś ją taką, żebyś musiał się rumienić z powodu jej niekobiecego i niematczynego postępowania? Czy chciałbyś splamić ją i przybrudzić samolubstwem, które uczyniłoby ją nieatrakcyjną nie tylko dla ciebie, ale i dla twoich bliźnich? Czy stworzyłbyś jej zachowanie i jej wnętrze, jej charakter takim, abyś musiał się za nią wstydzić, czy może stworzyłbyś ją - w wymiarze ludzkim - najpiękniejszą kobietą na świecie, a w wymiarze duchowym – osobą, która promieniuje wszelkimi cnotami, wszelką dobrocią, miłością i wdziękiem, osobą, która poprzez czystość swego życia i swojego serca byłaby inspiracją nie tylko dla ciebie, lecz również dla twoich bliźnich, tak aby wszyscy widzieli w niej uosobienie tego, co jest najlepsze w macierzyństwie?

Jeśli więc ty, który jesteś niedoskonałą istotą i który nie masz najwrażliwszego pojęcia o tym, co w życiu jest najpiękniejsze, chciałbyś mieć najbardziej uroczą z matek, czy sądzisz, że nasz Najświętszy Pan, który nie tylko istniał przed Swą własną Matką, lecz miał nieskończoną moc, aby uczynić Ją taką, jakiej zapragnął, w nieskończonej wrażliwości Swojego Ducha mógłby uczynić Ją mniej czystą, kochającą i piękną niż ty byś uczynił twą własną matkę? Jeśli ty, który nienawidzisz egoizmu, uczyniłbyś ją bezinteresowną, jeśli ty, który nienawidzisz brzydoty, uczyniłbyś ją piękną, czy sądzisz, że Syn Boga, który nienawidzi grzechu, mógłby postąpić inaczej niż stworzyć Ją bez grzechu, czyż Ten, który nienawidzi moralnej brzydoty, mógłby postąpić inaczej niż uczynić Ją niepokalanie piękną?

czwartek, 1 grudnia 2011

Trwałość

Małżeństwo mężczyzny i kobiety ma być trwałe, co wynika z samej natury miłości.
Słownik miłości to tak naprawdę tylko dwa słowa: „ty” i „zawsze”. „Ty”, ponieważ miłość jest niepowtarzalna, „zawsze”, ponieważ jest stała. Nikt nigdy nie powiedział: „Będę Cię kochać przez dwa lata i sześć miesięcy” i dlatego właśnie wszystkie piosenki o miłości odnoszą się w jakiś sposób do nieskończoności, np. „dopóki piaski pustyń się nie zestarzeją…” Po co byłaby w ludzkim sercu zazdrość, jeśli nie po to, aby strzec monogamii i trwałości małżeństwa?

(tłum. Justyna Łobaszewska)